poniedziałek, 21 marca 2016

PROLOG. Jasne że nie! ;). Niebo?! TROLOLOLOLOOLOLOLOLOLOLOLOLO...TROLOLOLO...

Niby ciemno, cisza kompletna...dziwne...i nic? Nagle strasznie jasno...bardzo bardzo jasno...ciężko mi nawet przymrużyć oczy. Czemu aż tak jasno? To Niebo czy co? dziwne...nawet nic mnie nie boli. Bardzo dziwne... Gdzie jestem i co się stało?...tak jakbym się przemieszczała...ehh...jeszcze ta biel nie daje mi  spokoju....
....tym dłużej tu jestem tym mam więcej pytań... a przecież nawet nie wiem gdzie jestem...
Chwila...
po 1. Przed chwilą się powiesiłam więc możliwe że nie żyję.
po 2. Jest strasznie jasno
po 3. Nie wiem gdzie jestem
po 4. Nic nie czuję.
Brakuje mi tu teraz tylko Boga i Sally, i mam potwierdzenie że jestem w niebie...
-Lucy.....-Czekaj czekaj... słyszę Sally?...
Chyba serio jestem w niebie... tera tylko boga brakuje....
-Lucy, proszę obudź się......-usłyszałam cichy głos siostry i poczułam ścisk na dłoni.
-Sally?-wydukałam próbując otworzyć oczy...
-L-Lucy....
-Sally!-otworzyłam oczy i natychmiast ją przytuliłam-Ale jak?! Mike powiedział mi przecież że nie żyjesz!-spytałam po chwili- no chyba że jestem w niebie...
-Nie jesteś w niebie-burknęła-Dorwali mnie, ale im zwiałam. A później mnie auto potrąciło.-Mike kłamliwa mendo...
-No ale powiem Ci że szpital do nieba dość podobny-rozejrzałam się-strasznie biało...(nie dziwcie się że myślałam że jestem w niebie sami porównajcie:












mało co widać...)
-Przyzwyczaisz się-że com?
-Co? Czemu?
-Dopiero po jutrze wyjdziesz.-nie tak źle.
-No, przynajmniej nie długo-uśmiechnęłam się
-Ja dwa tygodnie-jęknęła
-To ja też. Tym razem Cie nie zostawię.
-Będziesz mogła mnie odwiedzać-chciała byś...
-Nie ma mowy! Będę z tobą w dzień i noc, choćbym musiała się tu wkradać!
-K*rwa!-yyyyyy ok. Ciekawa odpowiedź xd
-Co?
-Vincent zajebał mi telefon-i wszystko jasne...
zaśmiałam się pod nosem...
-To nie jest śmieszne-powiedziała zrezygnowana
-Trochę jest...-znów się zaśmiałam
-Jak go dorwę....
-Ej a od kiedy tu jestem? Długo nie było ze mną kontaktu?-spróbujmy zmienić temat....
-Nie wiem, sama przed chwilą się obudziłam.
-Ale więcej się nie rozstajemy. Wiesz ile działo się przez jedną noc gdy Cię nie było? no chyba że ekipa Ci już wszystko powiedziała...
-Nie, właśnie nic mi nie powiedziała.
-Hmm...to jakby to ująć w skrócie...najpierw Caroline mnie umalowała, włączyła film, gdy na chwile poszła zaatakował mnie jeden z tych "straszniejszych" animatronów, później gdy Caroline zasnęła zaatakował mnie drugi, pomógł mi Seth i wziął na spacer, ja nalegałam żeby Cie odwiedzić to ten mnie siłą sprowadził z powrotem. W końcu przyszedł Mike i powiedział mi że nie żyjesz więc się załamałam i chcąc Cię jeszcze zobaczyć prawie popełniłam samobójstwo...Nom. jakoś tak...-powiedziałam prawie na jednym wydechu...
-Wow....
-No...dość ciekawie było...
-A ja się bawiłam w przebieranki.
-Heh, ty to krócej ujęłaś.-stwierdziłam
-A miałam jeszcze inne przygody ale kiedy indziej ci powiem.
-Okey-uśmiechnęłam się, a Sally chwile po tym się przeciągnęła...coś cicho tu....nie licząc maszyn szpitalnych i doktorów w pokoju obok oczywiście.
-To co tera? Mam rozumieć że nudy szpitalne?-spytałam chcąc przerwać ciszę.
-Ta.....
-Ej a gdzie ekipa?-spytałam
-Gadają z doktorkiem
-Heh, i niech tak zostanie...-rozłożyłam się na łóżku
-Czemu?-ty się jeszcze mnie pytasz czemu? a kto kazał mnie pilnować jakbym dzieckiem była?!
-Cały czas mi rozkazują! Gdyby dali mi spokój to może nawet nie próbowała bym się powiesić!
-Znając ciebie to byś pobiegła do pizzerii.-chyba za dobrze mnie zna :/
-No i bym wiedziała co z tobą i nie było by całej akcji w lesie, więc... było by lepiej-wzruszyłam ramionami
 -Wcale nie byłoby lepiej!-oznajmiła-Niepotrzebnie bym cię naraziła!
-Nie przesadzaj. po za tym i tak mnie zaatakowały dwa animatrony więc co za różnica?
-Powiedzieć ci co się u mnie stało?
-Mogła byś.

zaczęła mi opowiadać jak to ona poszła do tej pracy, jak walczyła z Bonniaczem, jak przygniotły ją części, opętało ją, chcieli ją wsadzić do kostiumu, pomogły jej Shadowy itd... aż do jej wypadku ale co ja niby mam do tego?

-Wiesz, ciekawie ale w czym niby ja bym Ci przeszkodziła?-spytałam gdy skończyła
-Chciałabyś skończyć w kostiumie albo jak Mike?
-Ale to jest nie fair! Ty możesz się o mnie martwić a ja o Cb nie?
-Nie mówię że nie możesz się o mnie martwić!-ale na jedno wychodzi -,-
-Więc chyba chciała bym wiedzieć co z tobą. A skoro ty jesteś w niebezpieczeństwie to nie mogę Cię tak zostawić!
Spojrzała na mnie smutna i spuściła wzrok...obraziłam ją jakoś przypadkiem czy co?
-Ej, powiedziałam coś nie tak?- spytałam delikatniej
 zaczęła płakać-N-Nie....-powiedziała drżącym głosem. Mnie próbujesz okłamać?
-No nie kłam mnie, mów co się dzieje...
-P-Po prostu....Nie wybaczyłabym sobie jeśli zrobiłabym ci coś...
-Przecież wszystko gra, nic mi nie jest, a nie ma co płakać nad nawet nie rozlanym mlekiem.-przytuliłam ją- Po za tym jestem według Ciebie, aż taka słaba, że twierdzisz że sobie z niczym nie poradzę?-uśmiechnęłam się podejrzliwie...
-Prawie udusiłam Bonniego
-i dobrze, ma za swoje.-zaśmiałam się-to odpowiesz mi w końcu na pytanie?
-Nic w tym do śmiechu-powiedziała poważnie-I nie poradziłabyś sobie ze mną.
-Jakoś dała bym sobie radę...
-Nie dałabyś
-No weź nie rób już ze mnie takiej łamagi jaką jestem...-zaczęłam się śmiać.Sally w końcu uśmiechnęła się lekko...
-Czemu taki mały uśmieszek?-spojrzałam na jej minę- Głowa do góry i skacz jak kangury!
-Nie-jęknęła-Głowa mnie boli.
-No,nie dziwne jak od auta dostałaś...
-Ale ty nie masz szwów założonych
-Nie zdziwiła bym się gdybym miała...-przewróciłam oczami...
-Po powieszeniu się? Ty chyba śmieszna jesteś.
 -Nie mówię już o wieszaniu się. Nie mam pojęcia co by było gdyby Seth przyszedł za późno...Ty nie widziałaś tych "straszniejszych" z tak bliska jak ja...
-A ty nie byłaś w kostiumie-mruknęła
-No ta... to jesteśmy kwita.
-No właśnie
Skip time
Miesiąc później....
-------------------------------------------------------------------
Nie mogę uwierzyć że aż tak daliście się nabrać! xD
Odpowiedz z tytułu poprzedniego rozdziału: Tak, to koniec....rozdzialiku. xDDDDD

a tera jest następny rozdzialik :3.
Razem z Aminą od miesiąca planowałyśmy na was trola i jak widzę nie jedna osoba się nabrała. Jasne że nie koniec! Za bardzo lubię to opowiadanie żebym pozwoliła Aminie na jego zakończenie.
A wy tak łatwo we wszystko wierzycie ;D.
Po za tym chciałam by mnie trochę "zmasakrowało" xd Bo nie wiem czemu ale lubię gdy jestem np. związana lub coś mnie atakuje lub po prostu jestem w niebezpieczeństwie xd Więc skoro mnie zabiło to dla mnie jest ciekawie...Wiem jestem dziwna xDDDDDDDD... a wy wszyscy daliście się nabrać!!! xd

I nie mówcie że nie mam wyobraźni, skoro tak ładnie uwierzyliście w ten przekręt! Cierpliwości nie macie? xd
jak zwykle odsyłam was do Sally i do zobaczyska! :D :
http://kosmitk.blogspot.com/2016/03/prolog-i-am-troll.html

sobota, 19 marca 2016

7.Co?! Jak to Koniec!?!?

Podeszłam do drzwi przy których był już Seth bo przecież to on miał klucze.Otworzył drzwi, a ku mojemu zaskoczeniu Sally nie widziałam a zamiast tego w drzwiach stanął Mike. Wyglądał na przygnębionego...
-Mike coś się stało? Czemu nie ma przy tobie Sally?-spytałam
Spojrzał na mnie poważnie-Idź po Caroline i przyjdźcie do salonu.-Czyli raczej coś się stało...
zrobiłam jak kazał. Przyprowadziłam Caroline i razem weszłyśmy do salonu. Mike siedział już w fotelu, a reszta na kanapie.
-Usiądźcie na kanapie-powiedział Seth, a  ja usiadłam i czekałam tylko aż powie co się stało...
Było widać że się cały trząsł, musiało się coś stać, po pięciu minutach wydukał tylko
-O-Oni....J-Ją.....-i wtedy zamilkł, wszystkich twarze skamieniały po za mną bo nie do końca zrozumiałam.
-Oni ją co?-spytałam i wychodzę trochę na idiotkę...tylko ja ni skumałam xP
Westchnął, spojrzał na mnie.
-Oni ją.....wpakowali do kostiumu-powiedział smętnie-Próbowałem ją uratować ale zamknęli mnie w schowku, a nawet jak się wydostałem to zaplecze było zamknięte!-złapał się za głowę-Sprawdzałem już po sprawie puls, ale nie było go...
-Że Co?!-wstałam natychmiast razem z krzykiem-Jak to?! Ale...ehh. Mówiłam żeby tam iść! Nikt mnie jak zwykle nie słuchał!-krzyczałam przez łzy ale po chwili wybiegłam z domu.
-Lucy!-pobiegł za mną Alan, udało mu się mnie zatrzymać, złapał, mocno mnie przytulił.
-Puszczaj mnie!!-wciąż płakałam i próbowałam się go pozbyć
-Spokojnie....Uspokój się....
-Zostaw mnie!!-walnęłam go z łokcia w brzuch i wciąż próbowałam od niego uciec.
Przez całe 10 minut mnie trzymał. W końcu się trochę uspokoiłam....
-Chce zostać sama...proszę, puść mnie.-...ale i tak dalej płakałam... Może sumienie go ruszy i mnie puści?
-W takiej sytuacji najgorzej jest być właśnie samym.
-Ehh.- ciężko westchnęłam i kopnęłam go tak że w końcu mnie puścił. Pobiegłam jak najszybciej w byle jaką stronę. Ten zaczął biec za mną. Po jakimś czasie okazało się że jestem blisko lasu który pokazał mi Seth. Tu jeżeli mnie ktoś goni to straci raczej mnie z widoku i za szybko nie znajdzie... spojrzałam za siebie i po chwili z powrotem ruszyłam do biegu, tym razem przez las...
Tak jak myślałam. Alan już po chwili mnie zgubił. Biegłam dalej. po drodze potknęłam się o jakiś stary kabel wystający z ziemi. Wyciągnęłam go, może się przyda...Przeszłam jeszcze kawałek ale stwierdziłam że odpocznę. Usiadłam pod drzewem. I tak mnie nie znajdą...
-Lucy czemu nigdy nie chcesz pomocy?!-usłyszałam z dala-Czemu k*rwa!? -czyli jest blisko.
ruszyłam w przeciwną stronę od głosu. Las się zagęszczał co dla mnie jest akurat dobre. Dość długo biegłam. Po jakimś czasie znów przystanęłam bo i tak nie miałam zamiaru cały czas biec. oparłam się o drzewo i próbowałam przemyśleć to co się stało.
-Lucy!-Ech, spokoju mi nie dadzą! Ty razem do poszukiwań Alana dołączyła reszta ekipy.
Mam za to głupi pomysł....
Wspięłam się na drzewo i zaczęłam bawić kablem o który wcześniej się potknęłam.
Caroline usiadła przypadkiem pod tym samym drzewem, na którym siedzę ja i zaczęła płakać. Alan podszedł do niej-Hej....Wszystko będzie dobrze.-A ja po cichu spojrzałam na nich ale nie pisnęłam ani słowa.
-A co jeśli ona już nie wróci?!-spytała zapłakana po czym wybuchła głośnym szlochem. Alan ją w tedy Przytulił. Serio? Myśleć o kimś kogo znacie od miesiąca, a nie przejmować się zbytnio o osobę z którą przeżyliście całe życie?!
zeskoczyłam z drzewa-A o Sally nawet nie wspomnisz?! Serio?!- i znów ruszyłam pędem do biegu.
Ale oczywiście Lucy musi mieć pecha i dać się złapać przez Seth'a -,-. Przyprowadził mnie z powrotem do Caroline..
-Puszczaj mnie!!-znów płakałam
-Nie płacz-powiedziała Caroline też płacząc i mnie przytuliła. Gest fajny ale jak mam nie płakać skoro moja siostra nie żyje a ja mogłam jej pomóc gdyby nie oni!?!...
-Zostawcie mnie! Nie rozumiecie że chce zostać sama!-zaczęłam się wyrywać.
-Lucy....-powiedziała cicho-Sally chciała ci przekazać ten list-Fred podał jej list a ona wręczyła go mi.Uspokoiłam się i zaczęłam po cichu czytać.

"Kochana siostrzyczko jeśli to czytasz to zapewne już mnie nie ma. Ale nie martw się, zawsze będę przy tobie. Niestety ale musiało się tak stać, byłam bardzo niebezpieczna. Uwierz mi, a teraz czytaj uważnie....Zaprzyjaźnij się z całą resztą, pamiętaj że jeśli będziesz potrzebowała pomocy to nie zawahaj się, tylko idź do nich. Nie przetrzymuj swych problemów tylko dla siebie. Każdy z nich jest również cząstką mnie, oni gdy są razem nie masz czasu na myślenie o przeszłości. Pokochaj ich tak jak mnie, to moja ostatnia prośba.
                                                                                        Twoja kochająca siostra Sally"


Czy tylko mi się trochę wydaje że to oni pisali -,-. Nawet jeżeli nie to ja chce jakkolwiek to możliwe zobaczyć z Sally... znów się rozpłakałam. Zostawiłam list i znów ruszyłam do biegu bo akurat mnie nikt nie zatrzymywał. Ruszyłam w głąb lasu i znów wspięłam się na dość duże drzewo. Wyciągnęłam z kieszeni kabel który znalazłam. Zaczęłam się nim bawić jednocześnie myśląc tylko o tym że chce się spotkać z Sally...
Zawinęłam akurat kabel w pętlę...a gdyby tak...










...Przywiązałam kabel do dość mocnej gałęzi, a pętlę założyłam na szyję...








...Zamknęłam oczy i się popłakałam...













 -Do zobaczenia siostrzyczko...-rzuciłam się z drzewa. Po chwili poczułam ścisk na szyi, obraz mi się ściemnił i więcej nie pamiętam...
Koniec!!!
---------------------------------------------
Odpowiedź na pytanie z tytułu: tak to koniec.
Po więcej szczegółów zapraszam na odwiedzenie perspektywy Sally:
http://kosmitk.blogspot.com/2016/03/rozdzia-31-czyste-szalenstwo-end.html
To na tyle ;)