niedziela, 10 lipca 2016

2. Magia, wrotki, gandalf, help!- jednym zdaniem: dużo się działo ;-;

...miesiąc później...
 Zaczynamy oczywiście kłótnią:
 -Sama idź do pracy!
-Nie! idziesz ze mną!-obiecałam że jej więcej nie zostawię, a skoro ja idę do pracy to ona też musi...
-Nie! Ty idziesz sama!

-Nie pozwolę byś została sama w domu! Masz iść ze mną!
-Nie będę sama! przecież Bastian jest w domu...-yhm -,-
-Raz przy mnie też byli i wiesz jak to się skończyło. Idziesz ze mną!-złapałam ją za rękę
-Nigdzie nie idę!-wyrwała mi się
-Idziesz!-znów ją złapałam i pociągnęłam w stronę drzwi
 -Nie!-znów mi się wyrwała
-Wiesz co...-zdjęłam krawat z szyi-...odegram się w końcu na tobie.-Rzuciłam się na nią i po paru próbach udało mi się związać jej ręce.-ty mnie pare razy związałaś, to ja też mogę.-znów ciągnęłam ją w stronę wyjścia...no... nie spodziewałam się niestety że przez to za chwilę wyląduje na podłodze, a moje wiązanie nic nie da...
-Vinc musi cię nauczyć jak dobrze się bić i wiązać supły-stwierdziła siostra
-Nauczy jak tam dojdziemy-Mówiłam podnosząc się z ziemi-A sama tam nie pójdę. Chyba że chcesz by wyrzucono nas z pracy.
-No to idź!-pogoniła mnie
-Ale ty idziesz ze mną!
-Nie!
-Tag! 
-Nie!
-Tak!  
-Nie!
-Bastian...
Skip time
I w taki oto sposób jestem w pizzerii razem ze związaną Sally...Podziękowałam Bastianowi i trzymając mocno Sally weszłyśmy do pizzerii.
-Puszczaj mnie!
-Nie!-krzyknęłam kierując się do biura
-Tak!
-Nie!-Byłam już prawie przy wejściu do naszego miejsca pracy, a tu znów mnie podkosiła i znów leże na ziemi a ona zdejmuje węzły... nie dam się tym razem tak łatwo...
-Bastian nie jest nawet lepszy od ciebie w wiązaniu-mruknęła
Szybko podniosłam się z ziemi, złapałam ją za rękę i wrzuciłam do pomieszczenia szybko próbując zamknąć drzwi.Teraz tylko nie pozwolić by dotykała guzików...i...
-Cholera...-mruknęłam pod nosem, gdy się kapłam że już zwiała...pobiegłam za nią...
 Biegłam za nią aż tu nagle...
K*rwa zgubiłam ją! Zniknęła mi w korytarzach w piwnicy.Na szczęście jest tylko pare miejsc w które mogła pójść...Pobiegłam z początku do pokoju Vincenta, ale... natychmiast z niego wyszłam. Ta... Goldie go odwiedził. Sprawdziłam jeszcze pare pomieszczeń po czy stwierdziłam że chyba nic mi nie zostało po za pokojem shadów, więc tam się skierowałam
-Widzieliście gdzieś Sally? nawet nie wiem czemu przede mną ucieka.-spytałam wchodząc do pomieszczenia
 -Sally tutaj?! To ona żyje?!-to ja się dużo dowiem -,-
-Ta... chyba nic mi nie powiecie...a wie któryś z was gdzie by się schowała gdyby tu przebywała?
Zastanawiali się chwile-W Pirate Cove, pudełku Maria...
-Zgubiłam ją gdzieś w piwnicy ale może macie racje.-wyszłam i zaczęłam biec w stronę wymienionych pomieszczeń...
Zaczęłam sprawdzać podane miejsca. Foxy widział ją tylko gdy biegła w stronę piwnicy a ja za nią, a Mario nawet nie zorientował się że ona jest w pizzerii. Trochę tracąc nadzieje że Sally przebywa jeszcze w pizzerii skierowałam się do biura. Może kamery coś widziały?...poszłam do biura...
-Gdzie ona się do cholery schowała!-krzyknęłam przeglądając kamery. Prawie nic się nie ruszało, ehh...Coraz szybciej przerzucać z kamery na kamerę. Już wykończona chciałam se odpuścić zauważyłam w rogu ekranu kosmyk jej rudych włosów (wróciła do naturalnego koloru). Co prawda tylko przez ułamek sekundy ale raczej się nie pomyliłam...chyba... nwm. Idę tam. Mam nadzieje że jest gdzieś w pobliżu. Przeszłam się do pomieszczenia z kamery. Jestem chyba ślepa bo jak zwykle nikogo nie widzę -,- no ale szukam dalej. Jeżeli nie uciekła z pizzerii to jestem cudo-twórczynią. Już rozumiem igły nie znaleźć, ale siostry? Musi gdzieś tu być. Przechodziłam między stołami trochę bez celu... ehh to niema sensu. Usiadłam na samotnym krześle. Jeżeli tu jest to kiedyś stąd wyjdzie, a ja mam całą noc. Podparłam ręką głowę... poczekamy. No chyba że jej tu nie ma... no ale co mam ciekawszego do roboty? Widziałam ją na kamerze...chyba...mam nadzieję że gdzieś tu jest...a po za tym czemu przede mną ucieka? Ma coś do ukrycia?..O co jej do cholery chodzi?...heh, mam czas na przemyślenia...
Coś mnie posmyrało po nodze... chciałam zajrzeć pod stół obok, a tu wybiegła mi spod niego Sally i poleciała w stronę wyjścia! Chciałam się za nią rzucić do biegu, a tu niespodzianka... wylądowałam na podłodze... -,-. Chce spojrzeć na przyczynę i się załamuje... taki klasyk przeciwko mnie? Super -,-. Tera trzeba te sznurówki rozplątać...
Po uporaniu się z własnymi butami, wstałam i... szczerze? nie wiedziałam co robić... odpuścić jej i odpocząć?...ehh...Nie! Cokolwiek miało by się stać mamy być razem i ja tego dopilnuję! Lece znów jej szukać...
Przechodzę sobie przez korytarz, pacze i pacze a tam... biuro zamknięte! Serio?! Podbiegam do drzwi jak jakaś głupia blondynka z nadzieją że mi otworzy...przez chwile w nie wale z nakazem otworzenia ich, ale przecież w tej sytuacji nie ma na to szans. Usiadłam pod ścianą, poczekam...
...hm... nie otworzy mi choćbym nwm co...Jakiś plan? eh... raczej nie. Skuliłam się. hm... co tu zrobić...
Nagle drzwi się otworzyły a ta wybiegła z drugiej strony. Co?!..że Wtf?! o co kaman?! Serio?! Po co ona przede mną ucieka?! Przecież i tak jest w pizzerii?!... mam nadzieje że nie widziała mojej nic nie kumającej miny... o co cho?! cholera nie mam pojęcia ale biegnę za nią.
-K*rwa po co wciąż uciekasz?!-krzyknęłam podczas biegu. Nie wytrzymam jak nie dostane w końcu odpowiedzi...ta się tylko zaśmiała
-Wytłumaczysz mi w końcu?!-kiedyś się dowiem...
-Nie-wytknęła mi język
-Ej!- przyspieszyłam bieg-zrobiłam Ci coś czy co?!- Ta znów się śmiała... to się robi dziwne...
-Z czego ty się śmiejesz?! Chce tylko wiedzieć o co Ci chodzi?-biegłam dalej
-To się nie dowiesz
W końcu zwolniłam... czemu w domu dziecka tak mało było wychowania fizycznego? Od sapałam trochę i usiadłam na krześle stojącym obok...
-Wstawaj!-podbiegła do mnie i złapała za rękę. Pociągnęła mnie za sobą przed scenę-Umiesz tańczyć?-Chciałam krzyknąć "Nie, chyba Cię powaliło!" ale nie będę takim brutalem...

- Serio?! Po 1. Przed chwilą mnie mega zmęczyłaś! Po 2. Po co tak to uciekałaś przede mną?! Po 3. Nie mam pojęcia! Rzadko kiedy tańczę...
-Rób to co ja!-zaśmiała się i zaczęła kołysać biodrami
-Najpierw mi wytłumacz o co Ci do cholery chodzi? Najpierw przede mną uciekasz, a tera chcesz tańczyć?!
-Ciii.....-zatkała mi usta ręką-Jeśli zatańczysz to ci wytłumaczę
-Eh...ok. A po za tym to wolę jumpstyle niż twoje "wyginam śmiało ciało".-zaśmiałam się pod nosem
-Mówię tańcz!
 Zrobiłam minę typu "-,-" ale i tak zaczęłam "tańczyć"... ciekawość wygrała...
 Z tańca przeszło do tego że się wygłupiałyśmy, śmiałyśmy...itd.
Trochę przez śmiech i robienie niewiadomo czego wróciłam do pytania- Powiesz mi wreszcie o co Ci chodziło?
-Po prostu głupawka!-zaśmiała się
-Ale po co uciekałaś? I czemu nie chciałaś tu przyjść?
-Mówię że dostałam głupawki!-Serio...-.-
-Ehh niech Ci będzie...
Zaśmiała się, usiadła na scenie-Bycie znowu sobą ma swoje zalety...-Że..że co proszę?
- Czekaj... to wcześniej nie byłaś sobą? Kiedy niby zachowywałaś się inaczej?
-Hm.....Jak miałam białe włosy? Tak wtedy!-Super...
-Aha... czyli większość czasu Ciebie nie znałam?
-Można tak powiedzieć
-...fajnie wiedzieć.
-Ale ważne że teraz wiesz jaka zakręcona jestem!
-Heh, tera zwariować z tobą mogę...-zaśmiałam się
-Czyli jeszcze jedna osoba która musi mnie znosić!
-No najwidoczniej. 
Vinc właśnie w tej chwili wyszedł z zaplecza, Sally uśmiechnęła się i przytuliła brata.
-Czy to na pewno ona? Chyba za mocno uderzyła się w głowę- powiedział głaszcząc siostrę po włosach i zwracając się do mnie.
-Ona na 100%, jak nie 1000%-Uśmiechnęłam się
-Skoro tak sądzisz-powiedział
Sally odkleiła się od niego, złapała za ręce i zaczęła się z nim kręcić... no dopóki nie zlecieli ze sceny...śmiesznie było jak spadli... co prawda wystraszyłam się i chciałam spytać czy nic im nie jest, ale jak zaczęli się śmiać to raczej nic się im nie stało. Spojrzałam na Sally i miałam ochotę znikać w tempie natychmiastowym...ale było już za późno...
Rzuciła się na mnie i zaczęła mnie łaskotać...
-zostaw mnie!-krzyknęłam nie mogąc jednocześnie opanować śmiechu x'D Mogłam tylko ją błagać o litość...
-Nie!-zaśmiałam się
Napięłam brzuch co mi chwilowo ułatwiło opanowanie tego śmiechu, złapałam ją za ręce i próbowałam przyciągnąć ją do ziemi. Tera mam szansę
-Co ty na zmianę ról?-teraz ja zaczęłam ją łaskotać...coś mi nie pykło bo za chwilę to ja leżałam na podłodze...
-Vincent! Przytrzymaj ją!-Nie, nie nie nie nie...nie!...help!
Zrobił to z uśmiechem na twarzy a Sally znów zaczęła mnie łaskotać...
-Nie!-krzyczałam przez śmiech- Zostawta mnie!...
Zaśmiali się dalej mnie łaskocząc
Zaczęłam się wiercić, kulić, wyrywać... wszystko tylko niech ona przestanie bo ze śmiechu pękne x'D
na chwilę przestała, a ja odetchnęłam... w końcu niema tych męczarni...
Vincent oparł się o scenę. Podniosłam się delikatnie. Zauważyłam że Sally ma zamknięte oczy... Pokazałam Vincentowi żeby był cicho i zaczęłam się do niej skradać...zemsta będzie słodka...
Gdy tylko się zbliżyłam złapała mnie za ręce... co to za magiczne moce że wie gdzie jestem?
-Ani mi się waż...
-Czemu?- zaśmiałam się
 Rzuciła mną nie mam pojęcia jak, ale wleciałam na brata który aż podskoczył...ja się serio pytam co ona za magie zna bo zaczynam się bać...
-Ał...-powiedziałam podnosząc się i jednocześnie wciąż się troszeczkę śmiejąc
Vinc posadził mnie obok siebie- Nie warto, uwierz mi-powiedział
Przewróciłam oczami. Mimo że prawie załaskotała mnie na śmierć to fajnie było się z nią trochę podroczyć...
Sally przeciągnęła się-Właśnie gdzie reszta?
-Pewnie śpią-powiedział Brat również się przeciągając
Jęknęła znudzona-To co my będziemy robić?
-A co byś chciała?
-Pojeździłabym na wrotkach.......
-Jak gdzieś w pizzerii znajdziesz wrotki to proszę bardzo...-zaśmiałam się
(Tera dialog tylko między Sally a Vincentem: )
 -Vincentttttttt...
-Tak?
-Wiesz czy może są tu wrotki?
-Em......
-Chyba tak......?
-Gdzieś powinny być...
Sally po chwili znalazła wrotki, zaczęła na nich jeździć. Zaczęłam za nią ganiać, próbowałam ją wyścignąć...itd. tak po prostu dla zabawy. W końcu stanęłam jej na drodze tuż przy kąciku nagród. Gdzie wymijając mnie też wpadła, a dokładniej do pudełka Maria...hmm... raz robiła do niego maślane oczy... gdyby tak...
-Lucy!!!!
-Słucham?-trochę się śmiałam pod nosem
-Wieko się zacięło! Nie możemy wyjść!- idealnie...xd

Tera bij się z myślami... mam być wredna czy miła?...hmm... pół na pół... mam pomysła. -Daj chwilę spróbuję otworzyć...- udawałam że próbuje otworzyć pudło, a tak serio to tylko delikatnie je podważyłam żeby wydawało się że coś robię -Sama nie dam rady... jak znajdę jakiś kijek czy coś, to może uda mi się jakoś to podważyć...-leży obok mnie ale Ciii...xD
-Idź po Vincenta!
-Dam se radę daj mi chwilkę, a jak nie to dopiero pójdę po Vincenta...- odeszłam kawałek żeby wydawało się im że już poszłam. Usiadłam i wzięłam metalowy kijek do zdejmowania nagród z wyższych półek. Tera poczekamy...
Siedziałam cicho by się nie kapli że jestem w pobliżu i przy okazji myślałam nad wymówką...
Gadali gadali...i......nie wiem co się stało, ale było mega cicho... za cicho... Teleportowali się jakoś z tego pudła czy co?...Po cichu podeszłam do pudła...serio ich nie ma...albo są tak cicho... nie... cholera nie bawcie mi się tu w magika plis...poczekałam chwilę...
W końcu się odezwali! Myślałam już że zwariuję i za szybko im to otworzę... Usiadłam znów po cichu na poprzednim miejscu...to tera znowu czekamy...
Podsłuchałam ich rozmowy i byłam trochę zła... Sally chciała iść spać -,-
Nie... serio? Nie śpijta mi tutaj...ehh... sama nie wiem co mam tera zrobić. Otworzyć czy nie? Poczekam jeszcze chwilę...i jeszcze chwileczkę...i...
*2 godz później*
 Ehh... dam im spokój... otworzyłam pudło a tu niespodzianka...-yyyy... gdzie wcięło Sally?
 Mario się przeciągnął
-Śpi....-Prze magiczny Gandalfie powiedz mi który niewidzialny smok pożarł moją siostrę?!?!?!?-...? Jak śpi? gdzie?-sprawdzałam pudło... poza mariem było puste
-W moim pokoju, już od jakiś dwóch godzin- Wtf?! jakim pokoju? tu w tym pudle jeszcze pokój się jakiś mieści?!?! a może to ten smok ;-;
-To...to pudło jest jakimś cudem większe czy co?! Gdzie mi siostrę wcięło!?-Gandalfie mów!
-Ciszej-warknął i otworzył jakieś przejście- Chodź ale bądź cicho-Poszłam za nim. Weszliśmy do pokoju w którym stało łóżko... ta pizzeria ma za dużo tajemnic...Mario przykrył Sally kocem...
usiadłam obok... dziś jest strasznie dużo czekania.... bo przecież nie będę jej chamsko budzić...
Przeciągnął się-Będziesz tak czekać aż się obudzi?-szepnął
-Tag, a co? No chyba że wybije 6:00...to ją obudzę-przekazałam szeptem
-Eh......-podrapałem się po karku- Tak właściwie to już jest 6:30 i radzę ci jej nie budzić bo będzie w stanie cię ukatrupić...
-Oj...-sprawdziłam zegarek w telefonie... xd tego nie przewidziałam...-Co z tego że mnie ukatrupi! I tak to kiedyś zrobi...-koniec żartów! podeszłam do niej i nią potrząsnęłam-Sally! Wstawaj!
-Lucy masz w ryj.....-dostałam porządnie poduszką, a ta przewróciła się na drugi bok

otrząsnęłam się po uderzeniu-Sally wstawaj! Jest już 6:30 a my wciąż w pizzerii!-znów wstałam i nią potrząsnęłam.
-Spadaj!-znów mnie walnęła-I tak jest dzisiaj zamknięta!
-Wstawaj do cholery!
-Nie!
Wyrwałam jej poduszki i zaprałam koc...-Wstawaj ale to już!
-Nie jesteś mamą!-co to ma do rzeczy?
-Ale siostrą już jestem, więc rusz tą dupę.
-Nie jesteś starsza!-nie muszę -,- 
-Młodsza też nie! Wstawaj!
-Nie masz prawa mi rozkazywać!
-Po prostu się rusz do cholery! Jest rano, w domu się wyśpisz!
-Ale mi jest tak wygodnie!
Zepchnęłam ją brutalnie z łóżka-A teraz?
-Zmuszasz mnie to tego-Oj..chciałam uciec ale znów nie zdążyłam. Sally wzięła pasek i rzuciła się na mnie
Związała i zakleiła mi buzię...Rzuciła mnie na łóżko
-A teraz dobranoc-ułożyła wszystko i położyła się obok mnie
...help...
!
...
O cholera...
Zaczęłam się wiercić, szarpać...wszystko byle by się z tego wyrwać...
A ta co? zrobiła ze mnie przytulankę....
No nie! xd
Zostawta mnie!
Przewróciłam tylko oczami bo nie wiedziałam jak ja mam się niby ruszyć...x'D musiało to wyglądać śmiesznie... Ehh...nie byłam w stanie już nic zrobić... może ma racje?... przynajmniej trochę odpoczniemy bo była do dość wykańczająca noc...po chwili zasnęłam...
--------------------------------------------------------
Wracamy! Cieszyć się!
Blog Aminy (Sally)
http://kosmitk.blogspot.com/

poniedziałek, 21 marca 2016

PROLOG. Jasne że nie! ;). Niebo?! TROLOLOLOLOOLOLOLOLOLOLOLOLO...TROLOLOLO...

Niby ciemno, cisza kompletna...dziwne...i nic? Nagle strasznie jasno...bardzo bardzo jasno...ciężko mi nawet przymrużyć oczy. Czemu aż tak jasno? To Niebo czy co? dziwne...nawet nic mnie nie boli. Bardzo dziwne... Gdzie jestem i co się stało?...tak jakbym się przemieszczała...ehh...jeszcze ta biel nie daje mi  spokoju....
....tym dłużej tu jestem tym mam więcej pytań... a przecież nawet nie wiem gdzie jestem...
Chwila...
po 1. Przed chwilą się powiesiłam więc możliwe że nie żyję.
po 2. Jest strasznie jasno
po 3. Nie wiem gdzie jestem
po 4. Nic nie czuję.
Brakuje mi tu teraz tylko Boga i Sally, i mam potwierdzenie że jestem w niebie...
-Lucy.....-Czekaj czekaj... słyszę Sally?...
Chyba serio jestem w niebie... tera tylko boga brakuje....
-Lucy, proszę obudź się......-usłyszałam cichy głos siostry i poczułam ścisk na dłoni.
-Sally?-wydukałam próbując otworzyć oczy...
-L-Lucy....
-Sally!-otworzyłam oczy i natychmiast ją przytuliłam-Ale jak?! Mike powiedział mi przecież że nie żyjesz!-spytałam po chwili- no chyba że jestem w niebie...
-Nie jesteś w niebie-burknęła-Dorwali mnie, ale im zwiałam. A później mnie auto potrąciło.-Mike kłamliwa mendo...
-No ale powiem Ci że szpital do nieba dość podobny-rozejrzałam się-strasznie biało...(nie dziwcie się że myślałam że jestem w niebie sami porównajcie:












mało co widać...)
-Przyzwyczaisz się-że com?
-Co? Czemu?
-Dopiero po jutrze wyjdziesz.-nie tak źle.
-No, przynajmniej nie długo-uśmiechnęłam się
-Ja dwa tygodnie-jęknęła
-To ja też. Tym razem Cie nie zostawię.
-Będziesz mogła mnie odwiedzać-chciała byś...
-Nie ma mowy! Będę z tobą w dzień i noc, choćbym musiała się tu wkradać!
-K*rwa!-yyyyyy ok. Ciekawa odpowiedź xd
-Co?
-Vincent zajebał mi telefon-i wszystko jasne...
zaśmiałam się pod nosem...
-To nie jest śmieszne-powiedziała zrezygnowana
-Trochę jest...-znów się zaśmiałam
-Jak go dorwę....
-Ej a od kiedy tu jestem? Długo nie było ze mną kontaktu?-spróbujmy zmienić temat....
-Nie wiem, sama przed chwilą się obudziłam.
-Ale więcej się nie rozstajemy. Wiesz ile działo się przez jedną noc gdy Cię nie było? no chyba że ekipa Ci już wszystko powiedziała...
-Nie, właśnie nic mi nie powiedziała.
-Hmm...to jakby to ująć w skrócie...najpierw Caroline mnie umalowała, włączyła film, gdy na chwile poszła zaatakował mnie jeden z tych "straszniejszych" animatronów, później gdy Caroline zasnęła zaatakował mnie drugi, pomógł mi Seth i wziął na spacer, ja nalegałam żeby Cie odwiedzić to ten mnie siłą sprowadził z powrotem. W końcu przyszedł Mike i powiedział mi że nie żyjesz więc się załamałam i chcąc Cię jeszcze zobaczyć prawie popełniłam samobójstwo...Nom. jakoś tak...-powiedziałam prawie na jednym wydechu...
-Wow....
-No...dość ciekawie było...
-A ja się bawiłam w przebieranki.
-Heh, ty to krócej ujęłaś.-stwierdziłam
-A miałam jeszcze inne przygody ale kiedy indziej ci powiem.
-Okey-uśmiechnęłam się, a Sally chwile po tym się przeciągnęła...coś cicho tu....nie licząc maszyn szpitalnych i doktorów w pokoju obok oczywiście.
-To co tera? Mam rozumieć że nudy szpitalne?-spytałam chcąc przerwać ciszę.
-Ta.....
-Ej a gdzie ekipa?-spytałam
-Gadają z doktorkiem
-Heh, i niech tak zostanie...-rozłożyłam się na łóżku
-Czemu?-ty się jeszcze mnie pytasz czemu? a kto kazał mnie pilnować jakbym dzieckiem była?!
-Cały czas mi rozkazują! Gdyby dali mi spokój to może nawet nie próbowała bym się powiesić!
-Znając ciebie to byś pobiegła do pizzerii.-chyba za dobrze mnie zna :/
-No i bym wiedziała co z tobą i nie było by całej akcji w lesie, więc... było by lepiej-wzruszyłam ramionami
 -Wcale nie byłoby lepiej!-oznajmiła-Niepotrzebnie bym cię naraziła!
-Nie przesadzaj. po za tym i tak mnie zaatakowały dwa animatrony więc co za różnica?
-Powiedzieć ci co się u mnie stało?
-Mogła byś.

zaczęła mi opowiadać jak to ona poszła do tej pracy, jak walczyła z Bonniaczem, jak przygniotły ją części, opętało ją, chcieli ją wsadzić do kostiumu, pomogły jej Shadowy itd... aż do jej wypadku ale co ja niby mam do tego?

-Wiesz, ciekawie ale w czym niby ja bym Ci przeszkodziła?-spytałam gdy skończyła
-Chciałabyś skończyć w kostiumie albo jak Mike?
-Ale to jest nie fair! Ty możesz się o mnie martwić a ja o Cb nie?
-Nie mówię że nie możesz się o mnie martwić!-ale na jedno wychodzi -,-
-Więc chyba chciała bym wiedzieć co z tobą. A skoro ty jesteś w niebezpieczeństwie to nie mogę Cię tak zostawić!
Spojrzała na mnie smutna i spuściła wzrok...obraziłam ją jakoś przypadkiem czy co?
-Ej, powiedziałam coś nie tak?- spytałam delikatniej
 zaczęła płakać-N-Nie....-powiedziała drżącym głosem. Mnie próbujesz okłamać?
-No nie kłam mnie, mów co się dzieje...
-P-Po prostu....Nie wybaczyłabym sobie jeśli zrobiłabym ci coś...
-Przecież wszystko gra, nic mi nie jest, a nie ma co płakać nad nawet nie rozlanym mlekiem.-przytuliłam ją- Po za tym jestem według Ciebie, aż taka słaba, że twierdzisz że sobie z niczym nie poradzę?-uśmiechnęłam się podejrzliwie...
-Prawie udusiłam Bonniego
-i dobrze, ma za swoje.-zaśmiałam się-to odpowiesz mi w końcu na pytanie?
-Nic w tym do śmiechu-powiedziała poważnie-I nie poradziłabyś sobie ze mną.
-Jakoś dała bym sobie radę...
-Nie dałabyś
-No weź nie rób już ze mnie takiej łamagi jaką jestem...-zaczęłam się śmiać.Sally w końcu uśmiechnęła się lekko...
-Czemu taki mały uśmieszek?-spojrzałam na jej minę- Głowa do góry i skacz jak kangury!
-Nie-jęknęła-Głowa mnie boli.
-No,nie dziwne jak od auta dostałaś...
-Ale ty nie masz szwów założonych
-Nie zdziwiła bym się gdybym miała...-przewróciłam oczami...
-Po powieszeniu się? Ty chyba śmieszna jesteś.
 -Nie mówię już o wieszaniu się. Nie mam pojęcia co by było gdyby Seth przyszedł za późno...Ty nie widziałaś tych "straszniejszych" z tak bliska jak ja...
-A ty nie byłaś w kostiumie-mruknęła
-No ta... to jesteśmy kwita.
-No właśnie
Skip time
Miesiąc później....
-------------------------------------------------------------------
Nie mogę uwierzyć że aż tak daliście się nabrać! xD
Odpowiedz z tytułu poprzedniego rozdziału: Tak, to koniec....rozdzialiku. xDDDDD

a tera jest następny rozdzialik :3.
Razem z Aminą od miesiąca planowałyśmy na was trola i jak widzę nie jedna osoba się nabrała. Jasne że nie koniec! Za bardzo lubię to opowiadanie żebym pozwoliła Aminie na jego zakończenie.
A wy tak łatwo we wszystko wierzycie ;D.
Po za tym chciałam by mnie trochę "zmasakrowało" xd Bo nie wiem czemu ale lubię gdy jestem np. związana lub coś mnie atakuje lub po prostu jestem w niebezpieczeństwie xd Więc skoro mnie zabiło to dla mnie jest ciekawie...Wiem jestem dziwna xDDDDDDDD... a wy wszyscy daliście się nabrać!!! xd

I nie mówcie że nie mam wyobraźni, skoro tak ładnie uwierzyliście w ten przekręt! Cierpliwości nie macie? xd
jak zwykle odsyłam was do Sally i do zobaczyska! :D :
http://kosmitk.blogspot.com/2016/03/prolog-i-am-troll.html

sobota, 19 marca 2016

7.Co?! Jak to Koniec!?!?

Podeszłam do drzwi przy których był już Seth bo przecież to on miał klucze.Otworzył drzwi, a ku mojemu zaskoczeniu Sally nie widziałam a zamiast tego w drzwiach stanął Mike. Wyglądał na przygnębionego...
-Mike coś się stało? Czemu nie ma przy tobie Sally?-spytałam
Spojrzał na mnie poważnie-Idź po Caroline i przyjdźcie do salonu.-Czyli raczej coś się stało...
zrobiłam jak kazał. Przyprowadziłam Caroline i razem weszłyśmy do salonu. Mike siedział już w fotelu, a reszta na kanapie.
-Usiądźcie na kanapie-powiedział Seth, a  ja usiadłam i czekałam tylko aż powie co się stało...
Było widać że się cały trząsł, musiało się coś stać, po pięciu minutach wydukał tylko
-O-Oni....J-Ją.....-i wtedy zamilkł, wszystkich twarze skamieniały po za mną bo nie do końca zrozumiałam.
-Oni ją co?-spytałam i wychodzę trochę na idiotkę...tylko ja ni skumałam xP
Westchnął, spojrzał na mnie.
-Oni ją.....wpakowali do kostiumu-powiedział smętnie-Próbowałem ją uratować ale zamknęli mnie w schowku, a nawet jak się wydostałem to zaplecze było zamknięte!-złapał się za głowę-Sprawdzałem już po sprawie puls, ale nie było go...
-Że Co?!-wstałam natychmiast razem z krzykiem-Jak to?! Ale...ehh. Mówiłam żeby tam iść! Nikt mnie jak zwykle nie słuchał!-krzyczałam przez łzy ale po chwili wybiegłam z domu.
-Lucy!-pobiegł za mną Alan, udało mu się mnie zatrzymać, złapał, mocno mnie przytulił.
-Puszczaj mnie!!-wciąż płakałam i próbowałam się go pozbyć
-Spokojnie....Uspokój się....
-Zostaw mnie!!-walnęłam go z łokcia w brzuch i wciąż próbowałam od niego uciec.
Przez całe 10 minut mnie trzymał. W końcu się trochę uspokoiłam....
-Chce zostać sama...proszę, puść mnie.-...ale i tak dalej płakałam... Może sumienie go ruszy i mnie puści?
-W takiej sytuacji najgorzej jest być właśnie samym.
-Ehh.- ciężko westchnęłam i kopnęłam go tak że w końcu mnie puścił. Pobiegłam jak najszybciej w byle jaką stronę. Ten zaczął biec za mną. Po jakimś czasie okazało się że jestem blisko lasu który pokazał mi Seth. Tu jeżeli mnie ktoś goni to straci raczej mnie z widoku i za szybko nie znajdzie... spojrzałam za siebie i po chwili z powrotem ruszyłam do biegu, tym razem przez las...
Tak jak myślałam. Alan już po chwili mnie zgubił. Biegłam dalej. po drodze potknęłam się o jakiś stary kabel wystający z ziemi. Wyciągnęłam go, może się przyda...Przeszłam jeszcze kawałek ale stwierdziłam że odpocznę. Usiadłam pod drzewem. I tak mnie nie znajdą...
-Lucy czemu nigdy nie chcesz pomocy?!-usłyszałam z dala-Czemu k*rwa!? -czyli jest blisko.
ruszyłam w przeciwną stronę od głosu. Las się zagęszczał co dla mnie jest akurat dobre. Dość długo biegłam. Po jakimś czasie znów przystanęłam bo i tak nie miałam zamiaru cały czas biec. oparłam się o drzewo i próbowałam przemyśleć to co się stało.
-Lucy!-Ech, spokoju mi nie dadzą! Ty razem do poszukiwań Alana dołączyła reszta ekipy.
Mam za to głupi pomysł....
Wspięłam się na drzewo i zaczęłam bawić kablem o który wcześniej się potknęłam.
Caroline usiadła przypadkiem pod tym samym drzewem, na którym siedzę ja i zaczęła płakać. Alan podszedł do niej-Hej....Wszystko będzie dobrze.-A ja po cichu spojrzałam na nich ale nie pisnęłam ani słowa.
-A co jeśli ona już nie wróci?!-spytała zapłakana po czym wybuchła głośnym szlochem. Alan ją w tedy Przytulił. Serio? Myśleć o kimś kogo znacie od miesiąca, a nie przejmować się zbytnio o osobę z którą przeżyliście całe życie?!
zeskoczyłam z drzewa-A o Sally nawet nie wspomnisz?! Serio?!- i znów ruszyłam pędem do biegu.
Ale oczywiście Lucy musi mieć pecha i dać się złapać przez Seth'a -,-. Przyprowadził mnie z powrotem do Caroline..
-Puszczaj mnie!!-znów płakałam
-Nie płacz-powiedziała Caroline też płacząc i mnie przytuliła. Gest fajny ale jak mam nie płakać skoro moja siostra nie żyje a ja mogłam jej pomóc gdyby nie oni!?!...
-Zostawcie mnie! Nie rozumiecie że chce zostać sama!-zaczęłam się wyrywać.
-Lucy....-powiedziała cicho-Sally chciała ci przekazać ten list-Fred podał jej list a ona wręczyła go mi.Uspokoiłam się i zaczęłam po cichu czytać.

"Kochana siostrzyczko jeśli to czytasz to zapewne już mnie nie ma. Ale nie martw się, zawsze będę przy tobie. Niestety ale musiało się tak stać, byłam bardzo niebezpieczna. Uwierz mi, a teraz czytaj uważnie....Zaprzyjaźnij się z całą resztą, pamiętaj że jeśli będziesz potrzebowała pomocy to nie zawahaj się, tylko idź do nich. Nie przetrzymuj swych problemów tylko dla siebie. Każdy z nich jest również cząstką mnie, oni gdy są razem nie masz czasu na myślenie o przeszłości. Pokochaj ich tak jak mnie, to moja ostatnia prośba.
                                                                                        Twoja kochająca siostra Sally"


Czy tylko mi się trochę wydaje że to oni pisali -,-. Nawet jeżeli nie to ja chce jakkolwiek to możliwe zobaczyć z Sally... znów się rozpłakałam. Zostawiłam list i znów ruszyłam do biegu bo akurat mnie nikt nie zatrzymywał. Ruszyłam w głąb lasu i znów wspięłam się na dość duże drzewo. Wyciągnęłam z kieszeni kabel który znalazłam. Zaczęłam się nim bawić jednocześnie myśląc tylko o tym że chce się spotkać z Sally...
Zawinęłam akurat kabel w pętlę...a gdyby tak...










...Przywiązałam kabel do dość mocnej gałęzi, a pętlę założyłam na szyję...








...Zamknęłam oczy i się popłakałam...













 -Do zobaczenia siostrzyczko...-rzuciłam się z drzewa. Po chwili poczułam ścisk na szyi, obraz mi się ściemnił i więcej nie pamiętam...
Koniec!!!
---------------------------------------------
Odpowiedź na pytanie z tytułu: tak to koniec.
Po więcej szczegółów zapraszam na odwiedzenie perspektywy Sally:
http://kosmitk.blogspot.com/2016/03/rozdzia-31-czyste-szalenstwo-end.html
To na tyle ;)

niedziela, 28 lutego 2016

6.Nie jestem przecież dzieckiem! -,-

-Jasne czemu nie-podeszła do niego i przyciągnęła go za krawat-Tylko nie stchórz-Popchnęła go i wylądował za drzwiami, które chwilę później zamknęła. Spojrzała na mnie z niewinnym uśmiechem…
-Yyyy... to następna praca dopiero za dwa dni?-spytałam
-Ja za dwa dni, ty za trzy.-Ej!
-Czyli sama będę siedzieć w domu?
-Przypominam ci że ekipa siedzi w domu.-No to jest chamskie…Przewróciłam oczami z oburzoną miną.
SkipTime
Następną noc przesiedziałam z Sally, ale przy kolejnej ona musiała iść do pracy ale ja oczywiście nie mogłam…Usiadłam oburzona na swoim łóżku w pokoju, ale nie minęła chwila a do pokoju weszła Caroline:
-Hej.
-Elo…-odpowiedziałam obojętnie
Usiadła obok mnie-Opowiadaj co tam u was w pracy.
-Różnie bywa-zaśmiałam się pod nosem- Ale jak widzisz tym razem mnie tam nie ma, a mi się strasznie nudzi...
-Może urządzimy sobie babski wieczór?-Nie nie nie nie nie nie i nie!...
-Nie wiem... może lepiej nie...-Plis, nie rób mi tego…
-No weź...-zrobiła słodką minkę
Przewróciłam oczami-Ehhh... dobra...zgoda.
-Dzięki!!-przytuliła mnie, a ja odwzajemniłam gest.
-To przebieraj się w pidżamę i zaraz do ciebie wracam!-wyszła z pokoju. W tym czasie tak jak kazała, przebrałam się i znów usiadłam na łóżku. Wróciła po chwili z jakimś zestawem do makijażu…Nie…plis…
-Tylko plis... nie przesadzaj...-powiedziałam widząc ilość przytarganych przez nią rzeczy...
-Spokojnie. Ja wiem kiedy ktoś ma dość.
-Ehhh...spok. Działaj...- Nie wierzę że to powiedziałam…;-;
Wzięła kosmetyki i zaczęła mnie malować. Po jakimś czasie skończyła:
-Otwórz oczy-trzymała już przede mną lusterko
-Nie...-zaśmiałam się bo nie byłam pewna czy chciałam się zobaczyć...
-Otwórz oczy, spokojnie nie zrobiłam ci tapety
Westchnęłam, powoli otworzyłam oczy i spojrzałam w lustro...
-I jak?
-Nawet, nawet…
-Wstawaj-Wstałyśmy, a ja nie wiedziałam co chce zrobić. Wyprowadziła mnie z pokoju, poszła ze mną na dół, a tam pociągnęła mnie do salonu….Nie, nie ,nie plis!
-I co sądzicie?-spytała chłopaków Caroline
-Zabiję Cię...-szepnęłam
Nie zareagowała, a chłopaki powiedzieli że mi ładnie…Ja i tak chciałam jak najszybciej wrócić do pokoju. Na szczęście po chwili wróciłam z Caroline do mojego królestwa…(xd)
-Nie rób tego więcej! Plis...
-Ciesz się że nie byłaś królikiem doświadczalnym jak Sally-zaśmiała się cicho
-Aha…
-Który z chłopaków ci się podoba?
-...-chyba zamarłam na to pytanie…Ona tak serio pyta?
-No nie bądź taka...-szturchnęła mnie w ramie-Wiem że któryś ci się podoba.-Wtf?!
-Jeszcze tak o tym raczej nie myślałam...
-Przyznaj się, wiem jak na nich patrzysz-…?
-Do czego mam się przyznać jak sama nie mam pojęcia?
-Oglądamy film?-fajna zmiana tematu…
Westchnęłam-Może być...
-Tylko jaki?
-Sama wybierz...mi tam obojętnie.
-To może.....Smerfy?
-Heh...okey.
Caroline włączyła film i usiadła obok mnie na łóżku. Ja oglądałam film trochę tak jakby zahipnotyzowana...(czyli jak zwykle...xd)
-Zaraz wracam-wyszła z pokoju
-okey.-odpowiedziałam Caroline.
Chwilę później usłyszałam jakieś hałasy, ale zbytnio się tym nie przejęłam i dalej oglądałam film. Poczułam po chwili jak coś ostrego przejeżdża po moim ramieniu…Zamarłam...zrobiłam wielkie oczy nawet delikatnie się nie ruszając, bo nie wiedziałam co się dzieje…
Po chwili ta sama rzecz została wbita w moją rękę…Hak…to był hak…foxy? Tutaj?...Chciałam krzyknąć z bólu, ale zasłonił mi usta...próbowałam się wyrwać, niestety... nie za bardzo mi to wychodziło...
Wyciągnął hak z mojej ręki i odwrócił mnie… Spojrzałam na dość strasznie wyglądającego lisa, jednocześnie nie mogąc wytrzymać bólu...to nie ten sam foxy. To jeden z tych straszniejszych…
Otworzył paszcze i chyba chciał mnie ugryźć, ale… zniknął…
Wzięłam głęboki oddech, położyłam na łóżku i skuliłam. Spojrzałam na moją rękę z której w jednym miejscu leciała krew... z bólu zacisnęłam zęby...
Caroline weszła do pokoju. Coś odłożyła i podbiegła do mnie:
-Boże! Co ci się stało-usadziła mnie na łóżku…szkoda bo chciałam poleżeć…(xd)
-Hmmm... jakby to powiedzieć... jakiś mega straszny lis mnie zaatakował i wbił hak w rękę...-po ostatnim słowie zasyczałam z bólu...Ciekawe czy ktoś kto by nie wiedział o animatronach by w to uwierzył.
Wyjęła apteczkę-Lisiasty? Tutaj.....Ale zaraz...On wyglądał jak człowiek czy jak zwierz?
-Nie wiem do końca... na pewno nie przypominał tego co pamiętam z pizzeri...
-Hmm...To może to był jeden z tych co widziałyście podczas jednej ze zmian?
-Możliwe, bo był podobny do nich... Podobnej wielkości i strasznie rozwalony...straszny...
Tylko... skąd on się tu wziął?
-Nie wiem-zaczęła mnie opatrywać, znów syknęłam…
- Ta... skoro potrafił tak sobie wyparować, to pojawić się ni stąd ni zowąd nie problem…
-Dobra skończyłam. Lepiej zadzwonię do Sally, muszę jej powiedzieć co się stało.
-Ta masz rację...chociaż nie wiadomo czy to coś nie wróci i nie rzuci się na Sally...może lepiej nie?
-Lepiej ją ostrzec bo to coś może do niej pójść.
-Ta...też możliwe... dobra, dzwoń.
Caroline wyciągnęła z kieszeni telefon i zadzwoniła. Chyba z pięć razy do niej dzwoniła.
-Cholera...Nie odbiera. Pewnie ma wyciszony telefon
-To co tera?
-Poczekamy aż oddzwoni.
-Ewentualnie wróci z pracy...a która godzina?
-1:30-To się doczekamy -,-
-To chyba jednak prędzej oddzwoni...
-Masz rację
-No...chyba że... my do niej pójdziemy.
-Nie, nie możemy
-Ehhh...Czemu?-Plis… nie chce mi się tu siedzieć…
-Pizzeria jest zamknięta w nocy
-Nie da się jakoś wejść przez okno czy coś?
-Nie, a poza tym Sally zabroniła ci iść- Co ja, młodsza siostra? Może siostra ale wiek mamy ten sam…
-Niech Ci będzie...to może dokończmy chociaż oglądać te Smerfy?
-Jasne-uśmiechnęła się i usiadła z popcornem i Colą bok mnie. Lepsze to niż nic…Znów oglądałam film, tym razem co jakiś czas nasłuchując czy nikogo za mną nie ma... Spojrzałam na Caroline... Zasnęła. Ta... mnie Sally już przyzwyczaiła do nocnego trybu życia, a reszta przecież nie pracuje nocą. Uśmiechnęłam się pod nosem i dalej oglądałam film... Usłyszałam jakieś szmery za mną i natychmiast się odwróciłam. Zobaczyłam jakieś dziwne miśki...chyba zaczynam świrować...
Misie zwiały... może nie będzie tak źle. Chciałam się odwrócić z powrotem ale chyba ktoś stał za mną i trochę bałam się poruszyć... Ktoś złapał mnie za ramiona…nie ma Haka więc to raczej nie jakiś foxy. Przełknęłam głośno ślinę...próbowałam się szarpnąć by mnie puścił...a ten co? Zacisnął na mnie łapy jeszcze mocniej…Zaczęłam się coraz bardziej szarpać... W końcu chciałam krzyknąć ale te straszne miśki się na mnie rzuciły. Przewróciły mnie, a ja spojrzałam na strasznego niedźwiedzia... tak... chyba zwariowałam... Uśmiechnął się szyderczo po czym, zaczął zbliżać łapę do mojej twarzy…genialnie co nie? -,-
Miśki mnie przytrzymały i nie miałam jak się ruszyć...teraz mam łapę rozwalonego w połowie niedźwiedzia na facjacie…-,-
 ale teraz ani się ruszyć, ani nic powiedzieć...a co dopiero krzyknąć… albo mam strasznie bujną wyobraźnię  albo to coś jest prawdziwe... Znów próbowałam się szarpnąć bo nie widziałam innego ratunku... (Co z tego że w tle lecą smerfy...XD)
Seth chyba wszedł do pokoju i przywalił big miśkowi lampą… Niedźwiedź chwilowo mnie puścił więc starałam się pozbyć mini miśków... (...a smerfy w tym czasie uciekały przed klakierikiem...xD)
Pozbyłam się miśków i zaatakowałam strasznego freddiego by pomóc Seth'owi.
-Uciekaj! Ja sobie z nim poradzę!-chłop się znalazł -,-
-Ta jasne...i tak chce mu oddać za to że mnie zaatakował-dalej nawalałam miśka...
-Uciekaj powiedziałem!-wrzasnął na mnie
-Ehh...-westchnęłam, zostawiłam niedźwiedzia i poszłam obudzić Caroline żeby ją misie nie zaatakowały…
-Nie budź jej bo zawału dostanie-miśki zniknęły
-Czy ja cokolwiek mogę robić?!-powiedziałam oburzona z założonymi rękami... wiedziałam że lepiej będzie w pizzerii…
-Możesz ze mną i chłopakami obejrzeć Smerfy 2- Nie dziwne że gdy oglądam Smerfy to mnie coś atakuje?
-Ja mam chyba już dosyć smerfów...-dalej stałam obrażona
-To nie wiem....-wzruszył ramionami-Ale najważniejsze jest twoje bezpieczeństwo-Co ja kurna? Małe dziecko? -,-
Westchnęłam i usiadłam obok Caroline...
-Chodź-wyciągnął do mnie rękę, no a ja jak zwykle ni ogarniam i się na niego patrze jak na muchę z marsa. Na szczęście dodał cuś po chwili:
-Przejdziemy się na spacer?
-W nocy?.. Nie wystarczy że już dwa razy mnie coś dopadło to spotkamy jeszcze może morderce z jakiegoś zaułka...-prchnełam
-Chodź, nie daj się prosić.
przewróciłam oczami i wstałam specjalnie bez jego pomocy.Ten tylko otworzył mi drzwi,a ja szłam coraz bardziej zła. Seth chyba zaraz doprowadzi mnie do szału...
-Chodź-złapał mnie za rękę i ruszył w stronę lasu...Nie dziwne?
-Co...co t-ty robisz?-zaczęłam się jąkać
-Zobaczysz-uśmiechnął się.Zdziwiona szłam dalej.
Po jakimś czasie doszliśmy na miejsce
-Już jesteśmy!-pokazał mi krajobraz. I rzeczywiście było pięknie. Poza lasem w około był kawałek polany i strumyk.
-No...muszę przyznać że nawet ładnie tu...
 -Wiem ^^
 -Heh...-powiedziałam mimo to trochę znudzona
 -Wiesz może co z Rudą?-spytał (jak coś to chodzi o Sally bo naturalnie ma rude włosy)
-Poszła sama do pracy, a telefonu nie odbiera więc nie mam pojęcia...
-Eh....Pewnie wyciszyła telefon.
-Ta możliwe...
-Idziemy gdzieś?
-a... gdzie niby?-trochę mnie zaskoczył.
-Nwm....Do parku?
-Po 1. Co za różnica czy las, czy park skoro w każdym są drzewa? Po 2. a może lepiej do pizzeri odwiedzić Sally?-Ta... wim. Uparta jestem no ale chce ją chociaż zobaczyć.
Wzdrygnął się-Lepiej nie
-Czemu niby?-No plis...
-Mam miłe i złe wspomnienia z tego miejsca.
-I co z tego!? Ja chce zobaczyć się z Sally!-krzyknęłam trochę wkurzona
Spojrzał poważnie mi w oczy-Słuchaj no...-powiedział chyba zirytowany
-No co!? Nie będziecie mi rozkazywać! nie jestem małym dzieckiem!-Wow... aż się krzyczeć nauczyłam...
-Obiecałem Sally że będę cię bronić! Więc za żadne skarby świata nie złamię tej obietnicy!-Serio? Sally też?
-Serio?! Nawet ona mnie traktuje jak dziecko? No ludzie dajcie spokój! My przecież nawet jesteśmy w tym samym wieku! Nie potrzebuje ochrony!
-Nikt cię nie traktuje jak małe dziecko!-nie... wcale -,-
-To po co te wszystkie zakazy, rozkazy, ochrona co? skoro nikt to po co to? Sama sobie poradzę!!
-Ona chcę cię tylko chronić! Ty wiesz co ona w ogóle przeżyła?!-No... opowiadała mi.
-Wiem ale skoro nawet jesteśmy w tym samym wieku i mnie chce chronić to kto tera chroni ją?! Mamy raczej te same prawa!
-Mike jest z nią.-Ta... bo to coś da -,-
-Jedna osoba więcej nie zaszkodzi.-Skierowałam się w stronę pizzerii...
-Chcesz żeby znowu skończyła w kostiumie?-spytał nie patrząc na mnie, ale tym pytaniem mnie zaskoczył.
-Co? Czemu niby gdy przyjde miało by się jej coś stać?-odwróciłam się z powrotem do niego
-Ponieważ będzie bardziej ciebie chronić niż siebie. Jeśli trzeba będzie to odda za ciebie życie-spojrzał na gwiazdy
-Ale po co wszyscy chcą mnie chronić?! Zrozum w końcu że dam se radę!-znów chciałam skierować się w przeciwną stronę...
-Dla twojej wiedzy to obiecaliśmy Sally-spojrzał na mnie-A jeśli nasza ekipa coś sobie obieca to dotrzyma słowa- podszedł-Zrozum że gdyby któryś z animatroników w fazie szału by cię dopadł to nie uwolniłabyś się....A poza tym Sally nie ma nikogo bliskiego z rodziny oprócz ciebie.-I tu ma trochę racji...Spojrzałam trochę zaskoczona w ziemię. Posmutniałam i nie wiedziałam co tym razem powiedzieć...
-Vincenta nie zawsze ma przy sobie, A ty?-mruknął-Jesteś zawsze przy niej-i tu się mylisz.
-Jeśli nie widzisz to aktualnie nie jestem przy niej...-powiedziałam smutna- wcześniej też nie byłam...
-Ej...-podniósł mi podbródek tak bym na niego spojrzała-Jesteś przy niej cały czas...
-A widzisz ją jakimś cudem obok mnie? Bo ja nie...
-Nie rozumiesz-westchnął-Chodzi mi o to że duchowo jesteś przy niej cały czas, ponieważ cały czas o niej myślisz. Spójrz-wskazał na księżyc-Nigdy nie wiadomo, może Sally również teraz patrzy na księżyc.-Nie praw mi teraz mondrości! ja siem tu kłucem i tak zostaniem.
-Będąc w budynku? nie bądź śmieszny...
-Może i jestem śmieszny, ale przecież tam również są okna. A może poszła się przewietrzyć? Nigdy niczego nie możesz być pewna-No i jeszcze mówi jak ja gdy mi odwala...
-Może...ale lepiej by było gdybyśmy były obok siebie nie tylko duchowo.
-Wręcz przeciwnie-powiedział-Myśl o niej więcej a ona to wyczuje i poczuje się lepiej
-Tera i tak nie mam o czym innym myśleć...-więc zostało mi tylko zwiać...(xD)
-Będzie dobrze. Wracamy?
-Ehh... no dobra. Wracajmy.-nie mówił gdzie wienc wracam do pizzerii...
Uśmiechnął się i ruszył w stronę domu, a ja? Ja szłam chwile obok niego ale skręciłam gdy nie patrzył kierując się w zamierzone przeze mnie wcześniej miejsce. Ale to nie był jednak najlepszy pomysł :/ . Podszedł do mnie i przerzucił sobie mnie przez ramie i szedł w stronę domu. Ehh...
-Puszczaj mnie!-krzyknęłam, a ten mnie zignorował
-Ehh...-westchnęłam ale później zaczęłam się szarpać
-Nie wierć się-warknął
-bede!
Postawił mnie przed sobą i mocno złapał za ramiona-Słuchaj no, jeśli nie chcesz zawisnąć 10 metrów nad ziemią to mnie nie denerwuj...
-Yyyyy...okey...-a tak serio to wcale nie okey (xd)
-No to teraz marsz do domu.
znów szłam obok trochę zła ale później ponownie zawróciłam...i tera było ciekawiej.
Spojrzał zły-Masz w tej chwili wracać!
-Nie będziesz mi rozkazywać!-szłam dalej
Złapał mnie i związał mi ręce krawatem. Po czym pociągnął w stronę domu.
Westchnęłam trochę obrażona. Gdy doszliśmy zamknął drzwi na klucz który zabrał. Poszłam do pokoju w którym nadal spała Caroline. Usiadłam na łóżku.Po jakimś czasie udało rozwiązać się z krawatu( ta nie miał czym innym związać x'D)
-O cześć Caroline-spojrzałam w jej strone bo akurat się obudziła
-Hej....
-Trochę Cię ominęło.
-Na prawdę?-nie... na ziemniaki -,-
-No chociażby reszta filmu...atak czegoś... freddziopodobnego i jego małych przyjaciół, ratunek Seth'a...spacer...Nom. Chyba to wszystko
-Rozumiem-powiedział-Czekaj co?!-zrobiła głupią minę
-No to co słyszałaś.
-Wow....
-No mówię przecież że trochę cie ominęło...
-O gad....
-Co?
-Nie trochę tylko dużo!
-Nie moja wina że jesteś śpioch...-zaśmiałam się pod nosem
-Dzięki-udawała obrażoną
-No a moja? po za tym nie wiem czy chciała byś przeżyć atak niedźwiedzia.
-Chciałam Cie obudzić ale Seth mi nie pozwolił...-mruknęłam po chwili
-I dobrze bo wtedy ja bym cię zaatakowała-yyy lol?
-To się zdecyduj bo już nie wiem co Ci nie pasuje...
-Sama też nie wiem-zaśmiała się
Uśmiechnęłam się i zapatrzyłam w czasoprzestrzeń. Seth chyba się wywyższa bo myśli że jest starszy to mu wszystko wolno...
-Co robisz?
-Zamyśliłam się...jestem trochę zła...
-Na co lub kogo?
-Na Seth'a.
-Za co?
-Hmmm... najpierw traktował mnie jak dziecko, na nic mi nie pozwalał, zaczął mi bredzić cuś o gwiazdach. Potem gdy wracaliśmy nie dał mi się nigdzie ruszyć, przez co najpierw mnie niusł a później związał krawatem... i zamknął drzwi na klucz który zabrał...nom, jakoś tak.
-Co mu się dziwić ma prawo jest dwa lata starszy.-No o ty właśnie myślem.
-No i co z tego?
-On się tylko próbuje o ciebie troszczyć tylko ty mu na to nie pozwalasz-Serio? ty też? -,-
-Bo przecież nie potrzebuje opieki. Nie jestem dzieckiem!
-Każdy z nas potrzebuje kogoś takiego-spojrzała na mnie. Mam Sally, to i właśnie w tym problem który nie potrzebnie tworzą-Ty żyłaś bez rodziców i przyjaciół prawda?
-No...tak.-posmutniałam trochę.
-Więc słuchaj mnie uważnie. Pomyśl że Seth to twój taki brat, jeśli chcesz to ja i inni też możemy nimi być-Nie dobijaj mnie...
-Ale on mi raczej nie pomaga, a po za tym miałam Jonas'a...
-A czy on pomagał ci w lekcjach? Chodził na spacery?
-No... niby nie...
-Właśnie! Więc daj sobie pomóc!
-Ale niby w czym? nie chcę pomocy!
-I to jest twój problem.
-Ja tu problemu nie widzę.-udawałam obrażoną
-Ja widzę, nie otwierasz się prawie dla nikogo-Dla Sally nie wystarczy?
-To nie problem.
-Oraz jesteś uparta
-Może i.-No czasami...
-No właśnie.
Przewróciłam oczami i dalej byłam obrażona...
-No nie obrażaj się.
-bede.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi do których podbiegłam mając nadzieje że to Sally...
----------------------------------------------------------------------------
Nie wiem jak wy ale ja jestem zła po tym rozdziale -,-. Wciąż nie wiem co z Sally i wszystkiego mi zabraniają. Przynajmniej tera trochę więcej się działo więc rozdzialik jest chyba dłuższy.
Zapraszam też na bloga Chici 30 bo jest według mnie ciekawy ;3 :
http://funnyfnafy.blogspot.com/
Po za tym jeżeli nie wiecie to mam swój sklep dla zwierząt!(chociaż jak na razie to bardziej dla kotów)więc jeżeli jesteście ciekawi co tam sprzedaje to zapraszam!(wiem...chamska reklama...)
http://i-pupil.pl/
No...wienc, czekam na wasze komentarze...Bajo!

poniedziałek, 18 stycznia 2016

5. Nwm jaki dać tytuł xP


-Co nie dobrze?-spytałam z lekkim zdziwieniem. Nie wiedziałam które "Nie dobrze" ma na myśli.
-Ja idę w prawo, a ty idź w lewo-brat podał mi krótkofalówkę(Dla beki: Gdy to pisałam pomyliłam krótkofalówkę z mikrofalówką xd) -Dzięki temu będziemy w kontakcie
-ok- skręciłam w daną mi stronę.- Czekaj, czekaj... on przy tak nagłej okazji akurat ma krótkofalówkę?! -Pomyślałam szukając siostry
Po chwili:
-Lucy. Odbiór, słyszysz mnie?
-Słyszę, słyszę. Znalazłeś ją?
-Niestety nie, myślałem że ty ją znalazłaś
-Za cwana jest bym ja ją znalazła.-Powiedziałam przez krótkofalówkę bratu podczas przechodzenia przez kolejny korytarz. Tym razem zauważyłam pewne rozwidlenie...
-Może i jest cwana ale na pewno ją znajdziemy.
-Może...coś duża ta piwnica.-Poszłam w prawo, a tam kolejny korytarz...ale tak jakby z... pokojami? Może mają tu jakiś magazyn?..
Weszłam do jednego z pomieszczeń. To był zwykły, najzwyklejszy pokój mieszkalny...wtf?!(xd) Z ciekawości weszłam do jeszcze paru. Każdy był choć trochę ale inny. Przypadkiem przy chyba 8 razie trafiłam na pokój w którym spała Sally... i jakieś dwa ciemne animatrony przypominające freddiego i bona. Spali w dość ciekawej pozie. Mianowicie: Sally leżała na brzegu łóżka, wtulona w plecy Ciemnego Bonniacza którego prawa ręka spoczywała na twarzy Ciemnego Freddiego, a nogi królika oplatały jedną z nóg misia, C. freddy obejmował chłopaka jedną ręką a drugą trzymał na jego tali. Wyciągnęłam telefon i zrobiłam im zdjęcie. -Znalazłam ją.-Powiedziałam do Vincenta przez krótkofalówkę.
-Gdzie ona jest?-spytał
W tym momencie wystraszyłam się trochę bo ciemnawy freddy delikatnie się poruszył. Lepiej żeby się na razie nie obudzili. Zwłaszcza że Sally w końcu śpi…Wyszłam z pomieszczenia. -w jednym z takich jakby pokoi mieszkalnych.-odpowiedziałam bratu.
-No....Ale w którym?-Brat się dopytywał
-Hmmm... jakby Ci to powiedzieć. Jak weszłam do tego korytarza to… piąty po lewej. Z resztą jak tu przyjdziesz to się zobaczymy.
-Mogłabyś opisać mi ten pokój-Czego on jeszcze chce?
-Jak mam Ci go opisać? Wyróżnia się dwoma ciemnymi animatronikami leżącymi obok Sally-Powiedziałam z oburzeniem po czym po cichu się zaśmiałam.
-Co!?Jak oni coś jej coś zrobili to pożałują.
-Nie wydaje się żeby jej coś zrobili, ale śmiesznie wyglądają-ponownie się zaśmiałam zapewniając braciszka.
-Masz rację śmiesznie wyglądają-Powiedział stając tuż za mną.
-Hmmm...może ich nie budźmy? Sally w końcu śpi.-Powiedziałam cykając im kolejną fotkę.
-Potem mi prześlesz-szepnął
-ok.-Vincent pokazał mi w tym momencie żebym była cicho i przymknął drzwi.
-To...co? Czekamy?
-Na to wygląda-westchnął i wyciągnął z kieszeni UNO-Grasz?
-Spok. Tylko przypomnij zasady. Rzadko się w to grało.
Wytłumaczył mi zasady i zaczęliśmy grać. Gra sama w sobie za bardzo mnie nie wciągnęła, ale zajęła całkiem sporo czasu. Trochę znudzona zapytałam brata:
-Jak myślisz? Kiedy Sally się obudzi?
-Sam nie wiem, ale na pewno długo. Skoro nie spała 11 dni to musi się odespać
-No tu masz rację, ale bez niej strasznie nudno.
-Myślisz że nie wiem?-zastanawiał się chwilę-Umiesz śpiewać?-Ojojoj…Śpiewać?!
-Hmmm...Sama nie wiem. Chyba za bardzo się wstydzę żeby wiedzieć...
-No to zaraz się przekonamy czy umiesz.
-Nie wiem czy to najlepszy pomysł...-Ratujcie…Nie chcę śpiewać!
-Czemu?
-No...dość dawno nie śpiewałam i nie za bardzo chcę...
-Czemu?-To samo pytanie pod rząd? Xd
-Bo...bo nie...
Westchnął. Usłyszałam śmiechy .Yay! Nie muszę śpiewać xd. Otworzyłam drzwi...
-Księżniczka już wstała?-powiedziałam z uśmiechem
-Na dżewo szyszki krzywić!
-Ale to tak daleko...-xd
-To nie było do ciebie-mruknęła-Tylko do nich-pokazała mi na chłopaków.
-Aha Ok.
- Co robimy?-Spytała siostra
-Hmmm...Może weźmiemy się do roboty?
-Nie chce mi się-lenistwo 1 klasa xd
-A...co Ci się chce? Jeszcze przed tym jak poszłaś spać chciało Ci się pracować i to w pojedynkę, bo mnie związałaś… dwa razy.
-Bo chciałaś mnie zmusić do spania. Co mi się chce? Zrobić coś głupiego-Hmmmmmmmm… co głupiego… odpalmy głupawkę xd.
-Masz coś na myśli?-Spytałam
-Nie
-Może jak na razie to wyjdźmy z tej piwnicy. Nie chce mi się tu siedzieć.
-Okej-wstała i wyszłam razem z siostrą z piwnicy
-Czyli chcesz zrobić coś głupiego... To... może podlejmy kamienie? Jest to chyba dość głupie.-Takiej głupawki jeszcze nie było…xd
-Nie....za nudne
-To...Umiesz jeździć windą po lesie?
-Bardzo śmieszne (ona nie miała humorku ;/)
-A masz głupszy pomysł?-zaśmiałam się-ewentualnie możemy wypracować trawnik.
-Nie śmieszne-mruknęłam-Weź realne pomysły a nie jeszcze bardziej przynudzasz nie realnymi rzeczami
-eh.. to może sama coś zaproponuj?

Wzruszyła ramionami i poszła do biura, a ja tuż za nią.
-To jak tym razem robimy? Ty kamery, a ja drzwi, czy odwrotnie?-spytałam
-A może se odpuścimy?
-Ty leniu...-zaśmiałam się. Zazwyczaj to ja lubię być leniwa xd
-Nie spałam jedenaście dni daj mi odpocząć-mruknęłam i przeciągnęłam się
-To mam robić za Ciebie?
-Daj se Luz...Jak ktoś się tu zjawi to nie będzie koniec świata-powiedziała siadając na biurku-Ja mam sposób by odstraszyć Animatroniki...
-Jesteś pewna że możemy? Bo ja niezbyt...-i tak się właśnie zaczyna początek katastrofy w pracy...
Sally zmieniła oczy na czarne z białymi punkcikami, spojrzała na mnie z wściekłą miną.uśmiechnęła się psychicznie i zaśmiała. Dopiero po chwili kapłam się że spogląda na chike za nami..Ale trochę mnie wystraszyła. Jej oczy na szczęście wróciły do normalności...Chwila...ona potrfi zmienić kolor oczu?..Jak?
-...-szczęka mi opadła... nie wiedziałam co powiedzieć... byłam trochę przestraszona... ale chyba bardziej zaskoczona...
Ta się tylko zaśmiała
-Ja sobie nie umiem poradzić?
-Wiesz... nigdy nic nie wiadomo...-zwłaszcza po tym związywaniu...
-Gadanie-mruknęła
-Może... ja zawsze spięta jestem...
-To się wyluzuj-Ta... wyluzuj się siedząc pośród morderczych robotów co szukają okazji by Cię zabić...
-Łatwo Ci mówić. Raczej się nie wyluzuję gdy wszystko wokół chce mnie zabić...-Heh... mówie prawie to co myślę ale zawsze jakoś inaczej.
-Jesteś ze mną-podeszła do mnie-Zapamiętaj, ze mną zawsze jesteś bezpieczna-Jasneee...
-To nie jest do końca pewne skoro potrafiłaś mnie nawet związać..
-Cii...-Chciałam się zaśmiać gdyby nie to że ktoś zrobił to przede mną...
-Po coś tu przylazł...-warknęła Sally na jakiegoś chłopaka w stroju ochroniarza, który stał za nią.
-Tak się witasz ze swoim kolegą?-spojrzał na mnie...Mam się bać?-A kim jest twoja przecudowna przyjaciółka-Tak...mam się bać xd
-To jest moja siostra matole.
-Jestem Mike, miło mi-uśmiechnął się
- Mi t-też m-miło...-Nie ma to jak zacząć się jąkać kiedy tego najbardziej nie chcesz. Po za tym (zadam jeszcze raz to pytanie) Ile ona ma tych znajomych?!
 -Ejejjejej....Nie podrywaj mi tu mojej siostry-mruknęła odciągnęła go ode mnie... Ja bym nawet na to nie wpadła, że mnie podrywa xd
-Właśnie Jest Rudy i Blondi?-spytała siostra
-Nołp, właśnie po to tu przyszedłem. Jutro ty i twoja siostra zmieniacie się z Jeremym i Fitzem
-Fajnie wiedzieć...Powiedziałam nie mając pomysłu na inne zdanie...Czekaj, czekaj...czyli wolne?
-Nom...-mruknęła Sally-I tak jutro pójdę do pracy-powiedziała ciszej ale i tak ją każdy usłyszał.
-Jeśli tak bardzo chcesz iść do pracy to może pójdziesz po jutrze ze mną?-spytał ją Mike...(Ni mam pojęcia czy mnie to też dotyczy ale ok xddddddddd)
-----------------------------------------------------------------------------------
Nom więc... długo nie było rozdzialiku i przepraszam was za to. Trochę nie miałam czasu, trochę zostałam odcięta od świata, trochę zajęłam się czymś innym...No i tak jakoś wyszło....Sorka...
Już pomijając głupoty, brak weny i brak humorku Sally...
No ale coś jest...
link do perspektywy Sally (aminy)-http://kosmitk.blogspot.com/2016/01/rozdzia-30-podryw.html