-Jasne czemu nie-podeszła do niego i przyciągnęła go za
krawat-Tylko nie stchórz-Popchnęła go i wylądował za drzwiami, które chwilę
później zamknęła. Spojrzała na mnie z niewinnym uśmiechem…
-Yyyy... to następna praca dopiero za dwa dni?-spytałam
-Ja za dwa dni, ty za trzy.-Ej!
-Czyli sama będę siedzieć w domu?
-Przypominam ci że ekipa siedzi w domu.-No to jest chamskie…Przewróciłam
oczami z oburzoną miną.
SkipTime
Następną noc przesiedziałam z Sally, ale przy kolejnej ona
musiała iść do pracy ale ja oczywiście nie mogłam…Usiadłam oburzona na swoim
łóżku w pokoju, ale nie minęła chwila a do pokoju weszła Caroline:
-Hej.
-Elo…-odpowiedziałam obojętnie
Usiadła obok mnie-Opowiadaj co tam u was w pracy.
-Różnie bywa-zaśmiałam się pod nosem- Ale jak widzisz tym
razem mnie tam nie ma, a mi się strasznie nudzi...
-Może urządzimy sobie babski wieczór?-Nie nie nie nie nie
nie i nie!...
-Nie wiem... może lepiej nie...-Plis, nie rób mi tego…
-No weź...-zrobiła słodką minkę
Przewróciłam oczami-Ehhh... dobra...zgoda.
-Dzięki!!-przytuliła mnie, a ja odwzajemniłam gest.
-To przebieraj się w pidżamę i zaraz do ciebie
wracam!-wyszła z pokoju. W tym czasie tak jak kazała, przebrałam się i znów
usiadłam na łóżku. Wróciła po chwili z jakimś zestawem do makijażu…Nie…plis…
-Tylko plis... nie przesadzaj...-powiedziałam widząc ilość
przytarganych przez nią rzeczy...
-Spokojnie. Ja wiem kiedy ktoś ma dość.
-Ehhh...spok. Działaj...- Nie wierzę że to powiedziałam…;-;
Wzięła kosmetyki i zaczęła mnie malować. Po jakimś czasie
skończyła:
-Otwórz oczy-trzymała już przede mną lusterko
-Nie...-zaśmiałam się bo nie byłam pewna czy chciałam się
zobaczyć...
-Otwórz oczy, spokojnie nie zrobiłam ci tapety
Westchnęłam, powoli otworzyłam oczy i spojrzałam w lustro...
-I jak?
-Nawet, nawet…
-Wstawaj-Wstałyśmy, a ja nie wiedziałam co chce zrobić.
Wyprowadziła mnie z pokoju, poszła ze mną na dół, a tam pociągnęła mnie do
salonu….Nie, nie ,nie plis!
-I co sądzicie?-spytała chłopaków Caroline
-Zabiję Cię...-szepnęłam
Nie zareagowała, a chłopaki powiedzieli że mi ładnie…Ja i
tak chciałam jak najszybciej wrócić do pokoju. Na szczęście po chwili wróciłam
z Caroline do mojego królestwa…(xd)
-Nie rób tego więcej! Plis...
-Ciesz się że nie byłaś królikiem doświadczalnym jak
Sally-zaśmiała się cicho
-Aha…
-Który z chłopaków ci się podoba?
-...-chyba zamarłam na to pytanie…Ona tak serio pyta?
-No nie bądź taka...-szturchnęła mnie w ramie-Wiem że któryś
ci się podoba.-Wtf?!
-Jeszcze tak o tym raczej nie myślałam...
-Przyznaj się, wiem jak na nich patrzysz-…?
-Do czego mam się przyznać jak sama nie mam pojęcia?
-Oglądamy film?-fajna zmiana tematu…
Westchnęłam-Może być...
-Tylko jaki?
-Sama wybierz...mi tam obojętnie.
-To może.....Smerfy?
-Heh...okey.
Caroline włączyła film i usiadła obok mnie na łóżku. Ja oglądałam
film trochę tak jakby zahipnotyzowana...(czyli jak zwykle...xd)
-Zaraz wracam-wyszła z pokoju
-okey.-odpowiedziałam Caroline.
Chwilę później usłyszałam jakieś hałasy, ale zbytnio się tym
nie przejęłam i dalej oglądałam film. Poczułam po chwili jak coś ostrego przejeżdża
po moim ramieniu…Zamarłam...zrobiłam wielkie oczy nawet delikatnie się nie
ruszając, bo nie wiedziałam co się dzieje…
Po chwili ta sama rzecz została wbita w moją rękę…Hak…to był
hak…foxy? Tutaj?...Chciałam krzyknąć z bólu, ale zasłonił mi usta...próbowałam
się wyrwać, niestety... nie za bardzo mi to wychodziło...
Wyciągnął hak z mojej ręki i odwrócił mnie… Spojrzałam na
dość strasznie wyglądającego lisa, jednocześnie nie mogąc wytrzymać bólu...to
nie ten sam foxy. To jeden z tych straszniejszych…
Otworzył paszcze i chyba chciał mnie ugryźć, ale… zniknął…
Wzięłam głęboki oddech, położyłam na łóżku i skuliłam.
Spojrzałam na moją rękę z której w jednym miejscu leciała krew... z bólu
zacisnęłam zęby...
Caroline weszła do pokoju. Coś odłożyła i podbiegła do mnie:
-Boże! Co ci się stało-usadziła mnie na łóżku…szkoda bo
chciałam poleżeć…(xd)
-Hmmm... jakby to powiedzieć... jakiś mega straszny lis mnie
zaatakował i wbił hak w rękę...-po ostatnim słowie zasyczałam z bólu...Ciekawe
czy ktoś kto by nie wiedział o animatronach by w to uwierzył.
Wyjęła apteczkę-Lisiasty? Tutaj.....Ale zaraz...On wyglądał
jak człowiek czy jak zwierz?
-Nie wiem do końca... na pewno nie przypominał tego co
pamiętam z pizzeri...
-Hmm...To może to był jeden z tych co widziałyście podczas
jednej ze zmian?
-Możliwe, bo był podobny do nich... Podobnej wielkości i
strasznie rozwalony...straszny...
Tylko... skąd on się tu wziął?
-Nie wiem-zaczęła mnie opatrywać, znów syknęłam…
- Ta... skoro potrafił tak sobie wyparować, to pojawić się
ni stąd ni zowąd nie problem…
-Dobra skończyłam. Lepiej zadzwonię do Sally, muszę jej
powiedzieć co się stało.
-Ta masz rację...chociaż nie wiadomo czy to coś nie wróci i
nie rzuci się na Sally...może lepiej nie?
-Lepiej ją ostrzec bo to coś może do niej pójść.
-Ta...też możliwe... dobra, dzwoń.
Caroline wyciągnęła z kieszeni telefon i zadzwoniła. Chyba z
pięć razy do niej dzwoniła.
-Cholera...Nie odbiera. Pewnie ma wyciszony telefon
-To co tera?
-Poczekamy aż oddzwoni.
-Ewentualnie wróci z pracy...a która godzina?
-1:30-To się doczekamy -,-
-To chyba jednak prędzej oddzwoni...
-Masz rację
-No...chyba że... my do niej pójdziemy.
-Nie, nie możemy
-Ehhh...Czemu?-Plis… nie chce mi się tu siedzieć…
-Pizzeria jest zamknięta w nocy
-Nie da się jakoś wejść przez okno czy coś?
-Nie, a poza tym Sally zabroniła ci iść- Co ja, młodsza
siostra? Może siostra ale wiek mamy ten sam…
-Niech Ci będzie...to może dokończmy chociaż oglądać te
Smerfy?
-Jasne-uśmiechnęła się i usiadła z popcornem i Colą bok
mnie. Lepsze to niż nic…Znów oglądałam film, tym razem co jakiś czas
nasłuchując czy nikogo za mną nie ma... Spojrzałam na Caroline... Zasnęła.
Ta... mnie Sally już przyzwyczaiła do nocnego trybu życia, a reszta przecież
nie pracuje nocą. Uśmiechnęłam się pod nosem i dalej oglądałam film... Usłyszałam
jakieś szmery za mną i natychmiast się odwróciłam. Zobaczyłam jakieś dziwne
miśki...chyba zaczynam świrować...
Misie zwiały... może nie będzie tak źle. Chciałam się
odwrócić z powrotem ale chyba ktoś stał za mną i trochę bałam się poruszyć... Ktoś
złapał mnie za ramiona…nie ma Haka więc to raczej nie jakiś foxy. Przełknęłam
głośno ślinę...próbowałam się szarpnąć by mnie puścił...a ten co? Zacisnął na
mnie łapy jeszcze mocniej…Zaczęłam się coraz bardziej szarpać... W końcu
chciałam krzyknąć ale te straszne miśki się na mnie rzuciły. Przewróciły mnie,
a ja spojrzałam na strasznego niedźwiedzia... tak... chyba zwariowałam... Uśmiechnął
się szyderczo po czym, zaczął zbliżać łapę do mojej twarzy…genialnie co nie?
-,-
Miśki mnie przytrzymały i nie miałam jak się ruszyć...teraz mam
łapę rozwalonego w połowie niedźwiedzia na facjacie…-,-
ale teraz ani się
ruszyć, ani nic powiedzieć...a co dopiero krzyknąć… albo mam strasznie bujną
wyobraźnię albo to coś jest prawdziwe...
Znów próbowałam się szarpnąć bo nie widziałam innego ratunku... (Co z tego że w
tle lecą smerfy...XD)
Seth chyba wszedł do pokoju i przywalił big miśkowi lampą… Niedźwiedź
chwilowo mnie puścił więc starałam się pozbyć mini miśków... (...a smerfy w tym
czasie uciekały przed klakierikiem...xD)
Pozbyłam się miśków i zaatakowałam strasznego freddiego by pomóc Seth'owi.
-Uciekaj! Ja sobie z nim poradzę!-chłop się znalazł -,-
-Uciekaj! Ja sobie z nim poradzę!-chłop się znalazł -,-
-Ta jasne...i tak chce mu oddać za to że mnie
zaatakował-dalej nawalałam miśka...
-Uciekaj powiedziałem!-wrzasnął na mnie
-Ehh...-westchnęłam, zostawiłam niedźwiedzia i poszłam
obudzić Caroline żeby ją misie nie zaatakowały…
-Nie budź jej bo zawału dostanie-miśki zniknęły
-Czy ja cokolwiek mogę robić?!-powiedziałam oburzona z
założonymi rękami... wiedziałam że lepiej będzie w pizzerii…
-Możesz ze mną i chłopakami obejrzeć Smerfy 2- Nie dziwne że
gdy oglądam Smerfy to mnie coś atakuje?
-Ja mam chyba już dosyć smerfów...-dalej stałam obrażona
-To nie wiem....-wzruszył ramionami-Ale najważniejsze jest
twoje bezpieczeństwo-Co ja kurna? Małe dziecko? -,-
Westchnęłam i usiadłam obok Caroline...
-Chodź-wyciągnął do mnie rękę, no a ja jak zwykle ni ogarniam i się na niego patrze jak na muchę z marsa. Na szczęście dodał cuś po chwili:Westchnęłam i usiadłam obok Caroline...
-Przejdziemy się na spacer?
-W nocy?.. Nie wystarczy że już dwa razy mnie coś dopadło to spotkamy jeszcze może morderce z jakiegoś zaułka...-prchnełam
-Chodź, nie daj się prosić.
przewróciłam oczami i wstałam specjalnie bez jego pomocy.Ten tylko otworzył mi drzwi,a ja szłam coraz bardziej zła. Seth chyba zaraz doprowadzi mnie do szału...
-Chodź-złapał mnie za rękę i ruszył w stronę lasu...Nie dziwne?
-Co...co t-ty robisz?-zaczęłam się jąkać
-Zobaczysz-uśmiechnął się.Zdziwiona szłam dalej.
Po jakimś czasie doszliśmy na miejsce
-Już jesteśmy!-pokazał mi krajobraz. I rzeczywiście było pięknie. Poza lasem w około był kawałek polany i strumyk.
-No...muszę przyznać że nawet ładnie tu...
-Wiem ^^
-Heh...-powiedziałam mimo to trochę znudzona
-Wiesz może co z Rudą?-spytał (jak coś to chodzi o Sally bo naturalnie ma rude włosy)
-Poszła sama do pracy, a telefonu nie odbiera więc nie mam pojęcia...
-Eh....Pewnie wyciszyła telefon.
-Ta możliwe...
-Idziemy gdzieś?
-a... gdzie niby?-trochę mnie zaskoczył.
-Nwm....Do parku?
-Po 1. Co za różnica czy las, czy park skoro w każdym są drzewa? Po 2. a może lepiej do pizzeri odwiedzić Sally?-Ta... wim. Uparta jestem no ale chce ją chociaż zobaczyć.
Wzdrygnął się-Lepiej nie
-Czemu niby?-No plis...
-Mam miłe i złe wspomnienia z tego miejsca.
-I co z tego!? Ja chce zobaczyć się z Sally!-krzyknęłam trochę wkurzona
Spojrzał poważnie mi w oczy-Słuchaj no...-powiedział chyba zirytowany
-No co!? Nie będziecie mi rozkazywać! nie jestem małym dzieckiem!-Wow... aż się krzyczeć nauczyłam...
-Obiecałem Sally że będę cię bronić! Więc za żadne skarby świata nie złamię tej obietnicy!-Serio? Sally też?
-Serio?! Nawet ona mnie traktuje jak dziecko? No ludzie dajcie spokój! My przecież nawet jesteśmy w tym samym wieku! Nie potrzebuje ochrony!
-Nikt cię nie traktuje jak małe dziecko!-nie... wcale -,-
-To po co te wszystkie zakazy, rozkazy, ochrona co? skoro nikt to po co to? Sama sobie poradzę!!
-Ona chcę cię tylko chronić! Ty wiesz co ona w ogóle przeżyła?!-No... opowiadała mi.
-Wiem ale skoro nawet jesteśmy w tym samym wieku i mnie chce chronić to kto tera chroni ją?! Mamy raczej te same prawa!
-Mike jest z nią.-Ta... bo to coś da -,-
-Jedna osoba więcej nie zaszkodzi.-Skierowałam się w stronę pizzerii...
-Chcesz żeby znowu skończyła w kostiumie?-spytał nie patrząc na mnie, ale tym pytaniem mnie zaskoczył.
-Co? Czemu niby gdy przyjde miało by się jej coś stać?-odwróciłam się z powrotem do niego
-Ponieważ będzie bardziej ciebie chronić niż siebie. Jeśli trzeba będzie to odda za ciebie życie-spojrzał na gwiazdy
-Ale po co wszyscy chcą mnie chronić?! Zrozum w końcu że dam se radę!-znów chciałam skierować się w przeciwną stronę...
-Dla twojej wiedzy to obiecaliśmy Sally-spojrzał na mnie-A jeśli nasza ekipa coś sobie obieca to dotrzyma słowa- podszedł-Zrozum że gdyby któryś z animatroników w fazie szału by cię dopadł to nie uwolniłabyś się....A poza tym Sally nie ma nikogo bliskiego z rodziny oprócz ciebie.-I tu ma trochę racji...Spojrzałam trochę zaskoczona w ziemię. Posmutniałam i nie wiedziałam co tym razem powiedzieć...
-Vincenta nie zawsze ma przy sobie, A ty?-mruknął-Jesteś zawsze przy niej-i tu się mylisz.
-Jeśli nie widzisz to aktualnie nie jestem przy niej...-powiedziałam smutna- wcześniej też nie byłam...
-Ej...-podniósł mi podbródek tak bym na niego spojrzała-Jesteś przy niej cały czas...
-A widzisz ją jakimś cudem obok mnie? Bo ja nie...
-Nie rozumiesz-westchnął-Chodzi mi o to że duchowo jesteś przy niej cały czas, ponieważ cały czas o niej myślisz. Spójrz-wskazał na księżyc-Nigdy nie wiadomo, może Sally również teraz patrzy na księżyc.-Nie praw mi teraz mondrości! ja siem tu kłucem i tak zostaniem.
-Będąc w budynku? nie bądź śmieszny...
-Może i jestem śmieszny, ale przecież tam również są okna. A może poszła się przewietrzyć? Nigdy niczego nie możesz być pewna-No i jeszcze mówi jak ja gdy mi odwala...
-Może...ale lepiej by było gdybyśmy były obok siebie nie tylko duchowo.
-Wręcz przeciwnie-powiedział-Myśl o niej więcej a ona to wyczuje i poczuje się lepiej
-Tera i tak nie mam o czym innym myśleć...-więc zostało mi tylko zwiać...(xD)
-Będzie dobrze. Wracamy?
-Ehh... no dobra. Wracajmy.-nie mówił gdzie wienc wracam do pizzerii...
Uśmiechnął się i ruszył w stronę domu, a ja? Ja szłam chwile obok niego ale skręciłam gdy nie patrzył kierując się w zamierzone przeze mnie wcześniej miejsce. Ale to nie był jednak najlepszy pomysł :/ . Podszedł do mnie i przerzucił sobie mnie przez ramie i szedł w stronę domu. Ehh...
-Puszczaj mnie!-krzyknęłam, a ten mnie zignorował
-Ehh...-westchnęłam ale później zaczęłam się szarpać
-Nie wierć się-warknął
-bede!
Postawił mnie przed sobą i mocno złapał za ramiona-Słuchaj no, jeśli nie chcesz zawisnąć 10 metrów nad ziemią to mnie nie denerwuj...
-Yyyyy...okey...-a tak serio to wcale nie okey (xd)
-No to teraz marsz do domu.
znów szłam obok trochę zła ale później ponownie zawróciłam...i tera było ciekawiej.
Spojrzał zły-Masz w tej chwili wracać!
-Nie będziesz mi rozkazywać!-szłam dalej
Złapał mnie i związał mi ręce krawatem. Po czym pociągnął w stronę domu.
Westchnęłam trochę obrażona. Gdy doszliśmy zamknął drzwi na klucz który zabrał. Poszłam do pokoju w którym nadal spała Caroline. Usiadłam na łóżku.Po jakimś czasie udało rozwiązać się z krawatu( ta nie miał czym innym związać x'D)
-O cześć Caroline-spojrzałam w jej strone bo akurat się obudziła
-Hej....
-Trochę Cię ominęło.
-Na prawdę?-nie... na ziemniaki -,-
-No chociażby reszta filmu...atak czegoś... freddziopodobnego i jego małych przyjaciół, ratunek Seth'a...spacer...Nom. Chyba to wszystko
-Rozumiem-powiedział-Czekaj co?!-zrobiła głupią minę
-No to co słyszałaś.
-Wow....
-No mówię przecież że trochę cie ominęło...
-O gad....
-Co?
-Nie trochę tylko dużo!
-Nie moja wina że jesteś śpioch...-zaśmiałam się pod nosem
-Dzięki-udawała obrażoną
-No a moja? po za tym nie wiem czy chciała byś przeżyć atak niedźwiedzia.
-Chciałam Cie obudzić ale Seth mi nie pozwolił...-mruknęłam po chwili
-I dobrze bo wtedy ja bym cię zaatakowała-yyy lol?
-To się zdecyduj bo już nie wiem co Ci nie pasuje...
-Sama też nie wiem-zaśmiała się
Uśmiechnęłam się i zapatrzyłam w czasoprzestrzeń. Seth chyba się wywyższa bo myśli że jest starszy to mu wszystko wolno...
-Co robisz?
-Zamyśliłam się...jestem trochę zła...
-Na co lub kogo?
-Na Seth'a.
-Za co?
-Hmmm... najpierw traktował mnie jak dziecko, na nic mi nie pozwalał, zaczął mi bredzić cuś o gwiazdach. Potem gdy wracaliśmy nie dał mi się nigdzie ruszyć, przez co najpierw mnie niusł a później związał krawatem... i zamknął drzwi na klucz który zabrał...nom, jakoś tak.
-Co mu się dziwić ma prawo jest dwa lata starszy.-No o ty właśnie myślem.
-No i co z tego?
-On się tylko próbuje o ciebie troszczyć tylko ty mu na to nie pozwalasz-Serio? ty też? -,-
-Bo przecież nie potrzebuje opieki. Nie jestem dzieckiem!
-Każdy z nas potrzebuje kogoś takiego-spojrzała na mnie. Mam Sally, to i właśnie w tym problem który nie potrzebnie tworzą-Ty żyłaś bez rodziców i przyjaciół prawda?
-No...tak.-posmutniałam trochę.
-Więc słuchaj mnie uważnie. Pomyśl że Seth to twój taki brat, jeśli chcesz to ja i inni też możemy nimi być-Nie dobijaj mnie...
-Ale on mi raczej nie pomaga, a po za tym miałam Jonas'a...
-A czy on pomagał ci w lekcjach? Chodził na spacery?
-No... niby nie...
-Właśnie! Więc daj sobie pomóc!
-Ale niby w czym? nie chcę pomocy!
-I to jest twój problem.
-Ja tu problemu nie widzę.-udawałam obrażoną
-Ja widzę, nie otwierasz się prawie dla nikogo-Dla Sally nie wystarczy?
-To nie problem.
-Oraz jesteś uparta
-Może i.-No czasami...
-No właśnie.
Przewróciłam oczami i dalej byłam obrażona...
-No nie obrażaj się.
-bede.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi do których podbiegłam mając nadzieje że to Sally...
----------------------------------------------------------------------------
-Heh...-powiedziałam mimo to trochę znudzona
-Wiesz może co z Rudą?-spytał (jak coś to chodzi o Sally bo naturalnie ma rude włosy)
-Poszła sama do pracy, a telefonu nie odbiera więc nie mam pojęcia...
-Eh....Pewnie wyciszyła telefon.
-Ta możliwe...
-Idziemy gdzieś?
-a... gdzie niby?-trochę mnie zaskoczył.
-Nwm....Do parku?
-Po 1. Co za różnica czy las, czy park skoro w każdym są drzewa? Po 2. a może lepiej do pizzeri odwiedzić Sally?-Ta... wim. Uparta jestem no ale chce ją chociaż zobaczyć.
Wzdrygnął się-Lepiej nie
-Czemu niby?-No plis...
-Mam miłe i złe wspomnienia z tego miejsca.
-I co z tego!? Ja chce zobaczyć się z Sally!-krzyknęłam trochę wkurzona
Spojrzał poważnie mi w oczy-Słuchaj no...-powiedział chyba zirytowany
-No co!? Nie będziecie mi rozkazywać! nie jestem małym dzieckiem!-Wow... aż się krzyczeć nauczyłam...
-Obiecałem Sally że będę cię bronić! Więc za żadne skarby świata nie złamię tej obietnicy!-Serio? Sally też?
-Serio?! Nawet ona mnie traktuje jak dziecko? No ludzie dajcie spokój! My przecież nawet jesteśmy w tym samym wieku! Nie potrzebuje ochrony!
-Nikt cię nie traktuje jak małe dziecko!-nie... wcale -,-
-To po co te wszystkie zakazy, rozkazy, ochrona co? skoro nikt to po co to? Sama sobie poradzę!!
-Ona chcę cię tylko chronić! Ty wiesz co ona w ogóle przeżyła?!-No... opowiadała mi.
-Wiem ale skoro nawet jesteśmy w tym samym wieku i mnie chce chronić to kto tera chroni ją?! Mamy raczej te same prawa!
-Mike jest z nią.-Ta... bo to coś da -,-
-Jedna osoba więcej nie zaszkodzi.-Skierowałam się w stronę pizzerii...
-Chcesz żeby znowu skończyła w kostiumie?-spytał nie patrząc na mnie, ale tym pytaniem mnie zaskoczył.
-Co? Czemu niby gdy przyjde miało by się jej coś stać?-odwróciłam się z powrotem do niego
-Ponieważ będzie bardziej ciebie chronić niż siebie. Jeśli trzeba będzie to odda za ciebie życie-spojrzał na gwiazdy
-Ale po co wszyscy chcą mnie chronić?! Zrozum w końcu że dam se radę!-znów chciałam skierować się w przeciwną stronę...
-Dla twojej wiedzy to obiecaliśmy Sally-spojrzał na mnie-A jeśli nasza ekipa coś sobie obieca to dotrzyma słowa- podszedł-Zrozum że gdyby któryś z animatroników w fazie szału by cię dopadł to nie uwolniłabyś się....A poza tym Sally nie ma nikogo bliskiego z rodziny oprócz ciebie.-I tu ma trochę racji...Spojrzałam trochę zaskoczona w ziemię. Posmutniałam i nie wiedziałam co tym razem powiedzieć...
-Vincenta nie zawsze ma przy sobie, A ty?-mruknął-Jesteś zawsze przy niej-i tu się mylisz.
-Jeśli nie widzisz to aktualnie nie jestem przy niej...-powiedziałam smutna- wcześniej też nie byłam...
-Ej...-podniósł mi podbródek tak bym na niego spojrzała-Jesteś przy niej cały czas...
-A widzisz ją jakimś cudem obok mnie? Bo ja nie...
-Nie rozumiesz-westchnął-Chodzi mi o to że duchowo jesteś przy niej cały czas, ponieważ cały czas o niej myślisz. Spójrz-wskazał na księżyc-Nigdy nie wiadomo, może Sally również teraz patrzy na księżyc.-Nie praw mi teraz mondrości! ja siem tu kłucem i tak zostaniem.
-Będąc w budynku? nie bądź śmieszny...
-Może i jestem śmieszny, ale przecież tam również są okna. A może poszła się przewietrzyć? Nigdy niczego nie możesz być pewna-No i jeszcze mówi jak ja gdy mi odwala...
-Może...ale lepiej by było gdybyśmy były obok siebie nie tylko duchowo.
-Wręcz przeciwnie-powiedział-Myśl o niej więcej a ona to wyczuje i poczuje się lepiej
-Tera i tak nie mam o czym innym myśleć...-więc zostało mi tylko zwiać...(xD)
-Będzie dobrze. Wracamy?
-Ehh... no dobra. Wracajmy.-nie mówił gdzie wienc wracam do pizzerii...
Uśmiechnął się i ruszył w stronę domu, a ja? Ja szłam chwile obok niego ale skręciłam gdy nie patrzył kierując się w zamierzone przeze mnie wcześniej miejsce. Ale to nie był jednak najlepszy pomysł :/ . Podszedł do mnie i przerzucił sobie mnie przez ramie i szedł w stronę domu. Ehh...
-Puszczaj mnie!-krzyknęłam, a ten mnie zignorował
-Ehh...-westchnęłam ale później zaczęłam się szarpać
-Nie wierć się-warknął
-bede!
Postawił mnie przed sobą i mocno złapał za ramiona-Słuchaj no, jeśli nie chcesz zawisnąć 10 metrów nad ziemią to mnie nie denerwuj...
-Yyyyy...okey...-a tak serio to wcale nie okey (xd)
-No to teraz marsz do domu.
znów szłam obok trochę zła ale później ponownie zawróciłam...i tera było ciekawiej.
Spojrzał zły-Masz w tej chwili wracać!
-Nie będziesz mi rozkazywać!-szłam dalej
Złapał mnie i związał mi ręce krawatem. Po czym pociągnął w stronę domu.
Westchnęłam trochę obrażona. Gdy doszliśmy zamknął drzwi na klucz który zabrał. Poszłam do pokoju w którym nadal spała Caroline. Usiadłam na łóżku.Po jakimś czasie udało rozwiązać się z krawatu( ta nie miał czym innym związać x'D)
-O cześć Caroline-spojrzałam w jej strone bo akurat się obudziła
-Hej....
-Trochę Cię ominęło.
-Na prawdę?-nie... na ziemniaki -,-
-No chociażby reszta filmu...atak czegoś... freddziopodobnego i jego małych przyjaciół, ratunek Seth'a...spacer...Nom. Chyba to wszystko
-Rozumiem-powiedział-Czekaj co?!-zrobiła głupią minę
-No to co słyszałaś.
-Wow....
-No mówię przecież że trochę cie ominęło...
-O gad....
-Co?
-Nie trochę tylko dużo!
-Nie moja wina że jesteś śpioch...-zaśmiałam się pod nosem
-Dzięki-udawała obrażoną
-No a moja? po za tym nie wiem czy chciała byś przeżyć atak niedźwiedzia.
-Chciałam Cie obudzić ale Seth mi nie pozwolił...-mruknęłam po chwili
-I dobrze bo wtedy ja bym cię zaatakowała-yyy lol?
-To się zdecyduj bo już nie wiem co Ci nie pasuje...
-Sama też nie wiem-zaśmiała się
Uśmiechnęłam się i zapatrzyłam w czasoprzestrzeń. Seth chyba się wywyższa bo myśli że jest starszy to mu wszystko wolno...
-Co robisz?
-Zamyśliłam się...jestem trochę zła...
-Na co lub kogo?
-Na Seth'a.
-Za co?
-Hmmm... najpierw traktował mnie jak dziecko, na nic mi nie pozwalał, zaczął mi bredzić cuś o gwiazdach. Potem gdy wracaliśmy nie dał mi się nigdzie ruszyć, przez co najpierw mnie niusł a później związał krawatem... i zamknął drzwi na klucz który zabrał...nom, jakoś tak.
-Co mu się dziwić ma prawo jest dwa lata starszy.-No o ty właśnie myślem.
-No i co z tego?
-On się tylko próbuje o ciebie troszczyć tylko ty mu na to nie pozwalasz-Serio? ty też? -,-
-Bo przecież nie potrzebuje opieki. Nie jestem dzieckiem!
-Każdy z nas potrzebuje kogoś takiego-spojrzała na mnie. Mam Sally, to i właśnie w tym problem który nie potrzebnie tworzą-Ty żyłaś bez rodziców i przyjaciół prawda?
-No...tak.-posmutniałam trochę.
-Więc słuchaj mnie uważnie. Pomyśl że Seth to twój taki brat, jeśli chcesz to ja i inni też możemy nimi być-Nie dobijaj mnie...
-Ale on mi raczej nie pomaga, a po za tym miałam Jonas'a...
-A czy on pomagał ci w lekcjach? Chodził na spacery?
-No... niby nie...
-Właśnie! Więc daj sobie pomóc!
-Ale niby w czym? nie chcę pomocy!
-I to jest twój problem.
-Ja tu problemu nie widzę.-udawałam obrażoną
-Ja widzę, nie otwierasz się prawie dla nikogo-Dla Sally nie wystarczy?
-To nie problem.
-Oraz jesteś uparta
-Może i.-No czasami...
-No właśnie.
Przewróciłam oczami i dalej byłam obrażona...
-No nie obrażaj się.
-bede.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi do których podbiegłam mając nadzieje że to Sally...
----------------------------------------------------------------------------
Nie wiem jak wy ale ja jestem zła po tym rozdziale -,-. Wciąż nie wiem co z Sally i wszystkiego mi zabraniają. Przynajmniej tera trochę więcej się działo więc rozdzialik jest chyba dłuższy.
Zapraszam też na bloga Chici 30 bo jest według mnie ciekawy ;3 :
Zapraszam też na bloga Chici 30 bo jest według mnie ciekawy ;3 :
http://funnyfnafy.blogspot.com/
Po za tym jeżeli nie wiecie to mam swój sklep dla zwierząt!(chociaż jak na razie to bardziej dla kotów)więc jeżeli jesteście ciekawi co tam sprzedaje to zapraszam!(wiem...chamska reklama...)
http://i-pupil.pl/
No...wienc, czekam na wasze komentarze...Bajo!
Po za tym jeżeli nie wiecie to mam swój sklep dla zwierząt!(chociaż jak na razie to bardziej dla kotów)więc jeżeli jesteście ciekawi co tam sprzedaje to zapraszam!(wiem...chamska reklama...)
http://i-pupil.pl/
No...wienc, czekam na wasze komentarze...Bajo!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz