piątek, 16 października 2015

Początek, a już moje marzenia się spełniają...

Elo, jestem Lucy , i myślę że dziś nadszedł czas by móc opowiedzieć wam moją historię…

Wszystko zaczęło się w starym domu dziecka, byłam tam od zawsze…chyba. Zostałam przynajmniej w nim  wychowana. Nie znałam mojej rodziny, nie wiem co się z nią stało… Jedyne co wiem to to że kiedyś miałam brata. Skąd to wiem? Sam mi to mówił. Pojawia się zawsze w tedy kiedy potrzebuję pomocy. Podtrzymuje mnie na Duchu. Pomaga podjąć decyzje, rozwesela. Jest chyba jedyną osobą z którą mogę uznać za najlepszego przyjaciela. W tym domie dziecka nie ma za dużo osób które chciały by mnie poznać. Ogółem ciężko się tu żyje…  Nie jest łatwo pogodzić się z taką ilością dzieciaków. Po za tym, jestem niestety dość wstydliwa.  No ale co zrobić? Musiałam się jakoś przyzwyczaić. Dobrze, że chociaż mam tego brata…chyba ,bo nawet nikt oprócz mnie go nie widzi.

Dziś akurat mam 17. Urodziny. Jonas (mój brat) mówił że szykuje dla mnie wielką niespodziankę. Opiekunowie pozwolili mi wyjść dziś na cały dzień.  Ogarnęłam się i poszłam za bratem.  Nie miałam pojęcia gdzie mnie prowadzi. Nie znałam tej okolicy. Z oddali usłyszałam…muzykę? Nie wiedziałam co on znów wymyślił, ale szłam jego tropem. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Chociaż nie dużo mówi o sobie. Zawsze powtarzał że kiedy nadejdzie odpowiedni czas to sama się dowiem. Muzyka była coraz głośniejsza i dochodziła chyba z tej pizzerii przed nami. Tak. O nią mu właśnie chodziło skoro zawołał mnie żebym tam teraz weszła. Heh , całkiem miło tu. Wszyscy się bawią, nie ma kłótni, a ile atrakcji! Pierwszy raz jestem w takim miejscu. Jonas nagle mnie zatrzymał. Się zlękłam, ale już po chwili zaczął mi tłumaczyć:

-czekaj

-Na co?-spytałam

-Pamiętasz jak Ci mówiłem że pewnego dnia wszystkiego się dowiesz?

-No…i?

-Dziś jest ten dzień- Powiedział braciszek zanim oczami zaczął wskazywać małą grupę nastolatków, po czym białowłosa dziewczyna ,podobna do mnie ,spojrzała na nas z lekkim zdziwieniem i delikatnym przerażeniem. Po chwili Jonas zniknął, a ja ze spuszczoną głową próbowałam powiązać wszystkie fakty. Niestety nic z tego nie zrozumiałam. Przeglądałam wszystkie wspomnienia z mojej głowy ale i tak kojarzyłam je z moim domem…dziecka .Z transu nagle wybudziła mnie ta sama dziewczyna:

-Hej

-Hhheej-odpowiedziałam wstydliwie

-Jak masz na imię?-spytała podczas czego wciąż myślałam o Jonasie

-Lucy-powiedziałam jeszcze ciszej niż ostatnio

-Ja jestem Sally. Miło cię poznać- wyciągnęła do mnie rękę

Powoli wyciągnęłam rękę w jej stronę. Przecież mnie nie otruje co nie? xD- też miło mi ciebie poznać

Uśmiechnęła się do mnie-Mogę cię o coś spytać?

-yyyyyyyyy…Ttak-odpowiedziałam. Po czym podrapała się w głowe

-Jak to możliwe że widziałaś Jonasa. Mojego brata ducha?

W tym momencie zamurowała mnie totalnie. Nie miałam zamiaru nic mówić i to przemyśleć,  ale

stwierdziłam że nie będę tu stała jak taka szara mysz:

-Ttttooo jest twój brat?! A ja chyba też jestem jego siostrą…Czekaj czy to znaczy że jesteśmy…

-Siostrami…-przerwała mi odpowiadając z niedowierzaniem, po czym złapała mnie za rękę- Choć -pociągnęła mnie za sobą. Nie wiedziałam nawet gdzie idę, aż do momentu gdy zamknęły się drzwi łazienki. Ja nawet nie wiedziałam co odpowiedzieć. Na szczęście to ona znów rozpoczęła rozmowę:

-Mogłabyś zawołać tego szanownego pana, który zwie się Jonas?

-Nie wiem, przed chwilą zniknął i powiedział że dziś jest dzień w którym ma się wszystko wyjaśnić-Powiedziałam w pospiechu i nie małym przerażeniu

-Co on znów wymyślił?-mruknęła nowo poznana Sally – Czekaj no… W jakim dniu się urodziłaś?

-yyyymmmmmmmm, dzisiaj… To źle?

-Ja też mam dziś urodziny…-spojrzała na mnie, po czym podeszła- To znaczy że jesteśmy bliźniaczkami?

O.o –chyba tak!- ucieszyłam się, w końcu nie jestem sama

-A gdzie aktualnie mieszkasz?

-No…yyymm…Aktualnie to tak jakby nie mieszkam. Jestem z domu dziecka

-Chcesz może zamieszkać ze mną?

-Czyli chcesz spełnić moje marzenie?-mówiłam niedowierzając

-Jasne…Jednak jest jedno ale…

-Jakie? I ja też mam pytanie, kim jest ta grupka osób co na Ciebie czekają?-spytałam wyglądając przez szparę

-To jest moja ekipa. I właśnie to „ale” jest z nimi związane otóż to że ja z nimi mieszkam i patrząc na Ciebie nie wiem czy być się w ich towarzystwie dobrze czuła.

-Sama nie wiem, jedyne kogo znam to opiekunów z domu dziecka…

-A ja?-zapytała

-No i teraz ty.-…- I Jonasa-wyrwałam po chwili

-No to chcesz ich poznać?

-Chyba mogę

-To w takim razie choć- znów pociągnęła mnie za sobą- Ludu proszę mnie teraz uważnie słuchać! Otóż to, znalazłam swoją siostrę bliźniaczkę! No więc tak Lucy, to jest Seth, Caroline, Bastian, Alan i Fred.

-Hej- odpowiedziałam znów nieśmiało. W nowym towarzystwie zawsze chociażby chwilowo zżera mnie stres…

Wszyscy przywitali się ze mną podczas gdy Sally gdzieś zadzwoniła. Po chwili już wiedziałam,

Siostra podeszła do nas:

-Załatwione, od jutra mieszkasz z nami- To chyba były moje najlepsze urodziny, ale myślę że to nie koniec…

------------------------------------------------------------
Perspektywa Sally w rozdziale 27 na blogu:
http://kosmitk.blogspot.com/?m=1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz